poniedziałek, 20 lutego 2017

Marie Curie (2016)

Marie Noelle postanowiła zrobić nietypową biografię. Zamiast zwykłego wyliczania faktów, zdecydowała się na kalejdoskopową konstrukcję pełną fragmentarycznych impresji, które mają złożyć się na portret kobiety niezwykłej a zarazem bardzo typowej.



Niestety był to zamysł błędny, który tylko obnażył bezradność filmowców wobec próby uchwycenia naukowego geniuszu. Noelle nie jest w stanie pokazać na czym polegała niezwykłość intelektu Skłodowskiej-Curie. Unika więc tego tematu jak ognia. Spycha do roli tła, a kiedy już musi się z problemem skonfrontować, to czyni przy użyciu licznych wybiegów, jak skupianie się na jej poglądach na temat edukacji albo też wiary w zbawczy wpływ na zdrowie pierwiastków promieniotwórczych.

Niemożliwość przełożenia na język kina naukowego geniuszu reżyserka maskuje starym jak świat chwytem polegającym na pokazaniu "człowieka" kryjącego się za niezwykłymi osiągnięciami. Stara się więc pokazać Skłodowską-Curie jako matkę, żonę, wdowę, kochankę, osobę poświęcającą się pasji ale próbującą pogodzić ją z innymi aspektami życia. I częściowo swój cel osiągnęła. Całość sprawdza się jako opowieść o kobiecie próbującej znaleźć swoje miejsce w męskim świecie. Ale szarpana narracja, kolejne epizody, które często pozbawione są szerszego kontekstu (poza wartością estetyczną), sprawia, że próba przyłożenia do filmu biografii Skłodowskiej-Curie wywoła wyłącznie frustracje. Obraz Noelle kompletnie nie sprawdza się w tym zakresie. To równie dobrze mógłby być film o sprzątaczce (po kosmetycznych zmianach w stylu zmiany Einsteina na mistrza-pucybuta).

"Maria Skłodowska-Curie" jest najciekawsza w swoim czysto fizycznym aspekcie: obraz, kompozycja kadrów, gra światła, gra aktorska. Na tym poziomie film Noelle jest naprawdę dobry, działa na zmysły i wciąga. A Gruszka i Worthalter po mistrzowsku odnajdują się w swoich filmowych rolach. Gdy tylko zapominałem, że to jest biografia konkretnych naukowców i patrzyłem na historię jako na portret pewnej epoki i konwenansów, wtedy całość stawała się naprawdę piękna. Gdy jednak przypominałem sobie o tytule, powracały frustracje, bo z tego filmu naprawdę nie sposób przekonać się, na czym polegała niezwykłość Skłodowskiej-Curie.

Ocena: 6

PS. Worthalter nigdy nie powinien pokazywać się bez brody. Był tutaj kompletnie odmieniony i długo nie zorientowałem się, że przecież znam go z innych filmów.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza