środa, 22 lutego 2017

Silence (2016)

Co za niezwykły film. "Milczenie" to kino na wskroś intelektualne, rzadki przypadek fabuły, która jest przede wszystkim rozważaniem, kontemplacją, dysputą. Scorsese zastanawia się tu nad wartością wiary zrodzonej z rozumu. Choć "wartość" nie jest dobrym słowem, lepszym jest chyba "jakość".



Wiarę rozumną noszą w sobie dwaj jezuiccy księża, którzy trafiają do Japonii. Jednym z nich jest Sebastião Rodrigues. Żarliwy katolik, który cytować może Biblię o każdej porze dnia i nocy, zna wszystkie dogmaty, prawdy wiary, nakazy Kościoła. Mając to wszystko jest pełen wiary i bożej miłości. Tyle tylko, że jest to wiara teoretyczna, która tkwi nie w jego sercu, lecz umyśle. Gdy widzimy go na początku, rzuca się w oczy jego arogancja, jego pewność siebie. Nie rozumie okrucieństwa prześladowań chrześcijan, choć rzecz jasna pojmuje je intelektualnie.

Szybko jednak odkrywa rozdźwięk między tym, co może zrozumieć, a tym co dzieje się naprawdę. Stoicki spokój chłopów idących na śmierć w męczarniach przeraża go bardziej niż cokolwiek innego. Widzi w tym bowiem działanie bezrozumne. A on, jezuita – czyli człowiek światły – potrzebuje znać powód. Japonia staje się dla niego hutniczym kotłem, a on jest rudą, która wytapiana jest, pozbawiana nieczystości. Jego przekonania, dyktat rozumu, pewność siebie zostają zdarte z niego w bolesnym, okrutnym procesie. Aż w końcu zostaje sam na sam z własną słabością, ze świadomością swojej kruchości, śmiertelności, małości. Dopiero wtedy zaczyna się prawdziwe zrozumienie. Mądrość nie ma nic wspólnego z wyuczonymi regułami.

Scorsese może i opowiada o chrześcijaństwie, ale główna idea jest mocno azjatycka, zakorzeniona w kulturze, która później dała światu buddyzm. Tą ideą jest milczenie. Nie ma ono negatywnej konotacji związanej z ignorowaniem kogoś/czegoś, byciem głuchym na cudzą krzywdę. Przeciwnie, jest żywym dowodem boskości. Milczenie pojawia się bowiem w momencie, w którym rozum i słowa docierają do punktu, którego nie potrafią zdefiniować i ogarnąć. Milczenie pozwala nam doświadczyć świętości wykraczającej poza nas samych. I "Milczenie" próbuje widzów doprowadzić do tego momentu, pozbawić nas słów, byśmy przestali oceniać, klasyfikować, dywagować.

Ale nie oznacza to wcale pochwały naiwności i bezrefleksyjności. Choć początkowo wiara prostych japońskich chłopów robi niezwykłe wrażenie. Jest czysta, niewykalkulowana. Kiedy widzimy ich na początku, wypadają znacznie korzystniej od Ludzi Boga, jakimi są księża. A kiedy jesteśmy świadkami ich męczeńskiej śmierci, mamy przed oczami dowód niezwykłych czynów, na jakie stać jest tych, którzy całym sobą wierzą. Tej siły brakuje Sebastião Rodriguesowi i jego towarzyszowi, ponieważ serce jest u nich zniewolone przez rozum.

Jednak Scorsese nie jest ślepy na konsekwencje tej prostej wiary. Jej słabości bezwzględnie obnaża w jednej ze scen grany przez Liama Neesona Cristóvão Ferreira. Wiara bezrozumna jest wiarą pozbawioną kierunku, a przez to łatwą do wypaczenia i zafałszowania. Ludzie przekonani o swojej wierze, którzy są za nią w stanie umrzeć, nie zdają sobie sprawy z tego, że z Prawdą mają niewiele wspólnego z tym, co wyznają. Fanatyzm jest ślepy. A jego siła tkwi w jednym prostym fakcie: w świecie, w którym jest się nikim i ma się nic, wiara jest jedyną  osobistą własnością, przez co staje się bezcenna. Nie liczy się przedmiot kultu, nie liczą się prawdy wiary, liczy się ona sama, ponieważ jest dowodem na to, że jest się człowiekiem, niezależną jednostką, że ma się wartość. A jak można żyć utraciwszy to?

Koniec końców jednak dla Scorsesego ślepota serca i ślepota rozumu są niemożliwe do zaakceptowania. Odrzuca dogmatyzm ale i naiwność ignorancji. Dla niego chrześcijaństwo odnaleźć można w zwątpieniu, w słabości. To doświadczenie paradoksu i zmaganie się z tym, by nie zredukować go do zdarzenia definiowalnego.

"Milczenie" nie jest zdecydowanie obrazem dla każdego. Już samo nazywanie go "filmem" wprowadza w błąd, ponieważ nie spełnia on warunków, jakich dzisiejszy widz oczekuje od obrazu z pierwszoligową hollywoodzką obsadą. Fabuła ma tu naprawdę drugorzędne znaczenie. Jest efektem ubocznym, narzędziem do budowania i przekazywania myśli. I to właśnie te myśli, ten wewnętrzny dyskurs, który został tutaj eksternalizowany, jest istotą "Milczenia". One też są najbardziej fascynującym elementem całości.

Ocena: 8

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza