niedziela, 5 lutego 2017

The Last Five Years (2014)

"Ostatnie pięć lat" to mocny argument za tym, by zakazać młodym małżeństw. Twórcy pokazują bowiem, że dojrzały związek nie może być oparty na młodzieńczej miłości. I nie chodzi tu wcale o negowanie tego uczucia. Twórcy wyraźnie pokazują, że taka miłość piękna i wspaniała, ale zarazem otumaniając. Zachłystując się sobą nawzajem sprawia, że zakochani są ślepi na świat, na okoliczności, na swoje cechy charakteru. Budowanie związku na takim uczuciu jest proszeniem się o cierpienie. Taka miłość szybko się wypala. Stopniowo rzeczy, na której wcześniej nie zwracało się uwagi, zaczynają nabierać znaczenia: ambicje jednej strony, brak siły przebicia drugiej, bycie w cieniu, świadomość możliwości, które nie uwzględniają partnera... I nagle między dwójką, której nic nie było w stanie rozdzielić, tworzy się przepaść. Związek zostaje wystawiony na test. Dla twórców filmu jest jasne, że małżeństwo można zawrzeć dopiero w momencie szczęśliwego jego zakończenia.



To przesłanie zostaje nam wyśpiewane. Bowiem "Ostatnie pięć lat" jest musicalem i to bardzo tradycyjnym. Scen dialogowych jest niewiele, prawie wszystko przekazywane jest w piosenkach. I to świetnie zaśpiewanych. Jeremy Jordan ma fantastyczny głos, który idealnie nadaje się do musicali. Za głosem Anny Kendrick nie przepadam, jak dla mnie jest zbyt jazgotliwy, ale potrafi go wykorzystać do ostatniej nuty. Oglądanie musicalu, który został obsadzony nie według klucza popularności aktorów, ale ich umiejętności wokalnych, było naprawdę odświeżającym doświadczeniem. Pod tym względem jest to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów ostatnich lat.

Niestety fabularnie podobał mi się już mniej. Nielinearność nie do końca zadziałała emocjonalnie. Całość wydała mi się też za krótka. Niektóre wątki można było pociągnąć dalej. Nie do końca podobało mi się też to, że większość piosenek stanowiły solówki. Wolałbym, żeby zastąpione zostały duetami,interakcjami między bohaterami.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza