czwartek, 2 marca 2017

Planetarium (2016)

Matko jedyna, ileż rzeczy spróbowała upchać do jednego filmu Rebecca Zlotowski. I niestety przeliczyła się z siłami. Jej projekt przygniata monumentalna ambicja zamieniając poetycki film w ślamazarną historię, która mało kogo wciągnie (mnie z całą pewnością nie).



Po pierwsze "Planetarium" jest opowieścią o samej X Muzie. Kino jest tutaj jak medium. Tworzy iluzję, w którą wszyscy wierzą. Iluzja ta staje się więc prawdą. Ruchomy obraz jest narzędziem kłamcy, który tworzy rzeczywistość. W dobie postprawdy jest to niezwykle aktualny temat. Ale kino ma tu nie tylko wyrachowany charakter. Za tą mistyfikacją kryje się obsesyjne poszukiwanie prawdy prawdziwej, próby sięgnięcia do własnego wnętrza i odkrycia, co w nim tkwi.

Po drugie "Planetarium" to opowieść o manipulacji. Jest to uniwersalna przypadłość ludzka. Manipuluje się słowami, by ukryć ich prawdziwe znaczenie. Manipuluje się ludźmi dla własnych korzyści, czasem jest to wiedza, czasem chęć zyskania sławy, innym razem zwykła złośliwość.

Po trzecie jest to opowieść o odrzuceniu, o niemożliwości prawdziwego zaakceptowania Obcego. Można go tolerować, ale kiedy okoliczności się zmieniają, ten, który jeszcze wczoraj był "swoim", teraz staje się "innym". Ten temat został w filmie zawężony do antysemityzmu i holokaustu.

Niestety te wszystkie przypowieści nie składają się we wciągającą całość. Nie pomaga ani dobra Natalie Portman i równie świetny Emmanuel Salinger. Piękne zdjęcia niewiele tu znaczą. Sama narracja odstręcza, jest manieryczna, zachwycona stosowaną symboliką i metaforami. W efekcie przez większość filmu zwyczajnie w świecie się nudziłem.

Ocena: 4

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza