niedziela, 3 czerwca 2018

(2015) המילים הטובות

Zabawna rzecz z tajemnicami. Każdy z nas święcie wierzy, że ma niezbywalne do nich prawo i nikomu nic do tego. Gdy jednak są to cudze tajemnice i okazuje się, że mają one wpływ na to, jak patrzymy na siebie, co o sobie sądzimy, wtedy innym odmawiamy prawa do posiadania tajemnic. Czujemy się oszukani, wściekamy, zaczynamy poszukiwania prawdy, choć nie zawsze wiemy, co z tą prawdą - jeśli w ogóle ją odkryjemy - zrobić. Co ciekawe, konfrontacja z cudzą tajemnicą nie zmienia stosunku do naszego osobistego prawda do ukrywania czegoś przed bliskimi, nawet jeśli te tajemnice wpływają na innych w podobny sposób, jak cudze sekrety wpłynęły na nas samych.



Nie mam zielonego pojęcia, co mnie podkusiło dawno temu, żeby sięgnąć po ten film. Jednak bardzo się z tego cieszę. To było wspaniałe emocjonalne przeżycie. Shemi Zarhin nakręcił rzecz, która pozornie jest błahą opowiastką o trójce rodzeństwa próbujących odkryć tajemnicę, jaką ich matka zabrała do grobu. Jest w "Miłych słówkach" wiele scen żywcem wyjętych z niezobowiązującej komedyjki rodzinnej. Jak przekomarzanie się rodzeństwa (głównie z pozornej religijności Nataniela), albo powtarzający się motyw przechodzenia bohaterów przez ulicę.

Za tymi scenami kryje się jednak wielka wrażliwość reżysera, który niemal niezauważalnie opowiada widzom historię ludzkich tragedii i gorzkich wyborów. Opowiada o tajemnicach i prawdach, które nic nie rozwiązują. Bo choć rodzeństwo może poznać fakty, nigdy nie odzyska tego, co oferowała im przeszłość, gdyby wszystkie strony podjęły przed laty inne decyzje. Podróż jest więc bezwartościowa, a zarazem bezcenna, bo choć poznanie prawdy (czy jej fragmentów) nic nie zmienia, sama podróż przemienia bohaterów. Czy trwale, to już zupełnie inna historia.

Piękne, wzruszające kino. Trochę naiwne. Z całą pewnością ckliwe. Jednak Shemi Zarhin udowadnia, że nie są to w kinie wady. Jeśli, rzecz jasna, zostaną prawidłowo wykorzystane.

Ocena: 8

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza