niedziela, 10 czerwca 2018

London Town (2016)

I kolejny film, którego twórcy mieli zbyt duże ambicje. Czegóż tu bowiem nie ma? Jest punkowa scena muzyczna przełomu lat 70. i 80. Jest rodzący się thatcheryzm i narastające antyimigracyjne nastroje związane z brakiem pracy dla mało wykwalifikowanych robotników. Jest dramat rodzinny o matce, która woli spać z kim popadnie i śpiewać piosenki niż zajmować się dziećmi i o ojcu, który jest solidny, ale nudny, co się dorastającemu synowi nie do końca podoba. Jest to opowieść o spotkaniu z idolem. Jest też historia pierwszej miłości i to ponad klasowymi podziałami.



Jak widać, strasznie tego dużo. A efektów jakoś nie widać. Owszem, film jest nawet sympatyczny, ale szczerze mówiąc wygląda, jak kalka kilkunastu podobnych produkcji. Nie bryluje inteligencją budowanych analogii. Nie oferuje niezapomnianych scen. Wszystko jest letnie, przyjemne ale pozbawione wyrazistości. Gdyby nie obsada, w ogóle nie zwróciłbym na "London Town" uwagi.

Ocena: 5

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza