poniedziałek, 2 lipca 2018

The Tribes of Palos Verdes (2017)

Oglądając takie filmy jak "Plemiona Palos Verdes" dochodzę do wniosku, że proces ewolucji jest jeszcze bardzo daleki do dobiegnięcia końca. To, w jaki sposób wychowywane są kolejne pokolenia, jest bowiem wysoce nieefektywne i bardzo destrukcyjne. Niekompletni psychicznie rodzice nie są w stanie zająć się swoimi dziećmi. Nie radzą sobie sami ze sobą, ani ze swoimi partnerami. Ich wewnętrzne demony zjadają ich od środka.



Już samo bycie świadkami destrukcyjnych zachowań rodziców działa niszczycielsko na psychikę dzieci. Ale w przypadku bohaterów "Plemion Palos Verdes" dzieci nie mają tego luksusu, by być tylko biernymi obserwatorami. Zarówno cierpiąca na zaburzenia dwubiegunowe matka, jak i ojciec, który dawno temu zrezygnował z jej ratowania, aktywnie wykorzystują potomstwo jako żołnierzy i broń w swoich osobistych bataliach. Matka tłamsi syna, przelewając na niego miłość, którą odtrącił jej mąż, ale też i wściekłość na świat i cały ród męski. Ojciec działa mniej bezpośrednio, wykorzystując córkę jako partyzantkę lub uśpioną komórkę terrorystyczną, którą aktywuje w dogodnym dla siebie momencie.

Dzieci są więc z góry skazani na psychiczne cierpienie. I choć znajdują się na progu dorosłości, to są równie nieprzygotowani na zmierzenie się ze światem i swoimi emocjami, co ich rodzice. "Plemiona Palos Verdes" pokazują tego konsekwencje.

Film Emmetta i Brendana Malloyów nie jest szczególnie odkrywczy. Zestaw bohaterów wydaje się wręcz wycięty z podręcznika psychologii. Jednak fabule pomagają ładne, nastrojowe zdjęcia i zaskakująco udana kreacja Jennier Garner. Gra tak dobrze, że zastanawiam się, na ile jest to talent aktorski, a na ile odtwarzanie scen doskonale znane z jej własnego życia. Jakakolwiek jest prawda, filmowi zrobiło to naprawdę bardzo dobrze.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza