czwartek, 9 sierpnia 2018

Fallen (2016)

Każdy seans filmu typu "Upadli" kończy się u mnie tą samą refleksją: Hollywood jest zdeterminowane, żeby zdyskredytować fantastykę, a już szczególnie fantasy. I nie rozumiem dlaczego. Jestem wielkim fanem literatury SF&F, czytam zarówno pozycje mistrzowskie jak i bardzo dużo pulpy. I nawet wśród tych ostatnich znalazłbym dziesiątki lepszych historii miłosnych od tej, jaką wybrali producenci "Upadłych".



Choć może literacki pierwowzór jest solidnym średniakiem. Nie wiem, nie czytałem. I nigdy się nie dowiem, bo film Hicksa pozbawił mnie chęci na obcowanie z tą historią.

Oglądając "Upadłych" nieustannie zastanawiałem się, czy reżyser był na planie lub w montażowni, czy też firmuje swoim nazwiskiem projekt, którego nawet na oczy nie widział. "Upadli" są bowiem przejawem tak ostentacyjnego lenistwa twórczego, że na swój sposób jest imponujące to, że w ogóle to coś przypomina film.

Fabuła jest tak straszliwie schematyczna, że mam nawet wątpliwości, czy z książkowego oryginału wzięto coś więcej niż imiona postaci, miejsce akcji i punkt wyjścia. Główna bohaterka jest do bólu typową przedstawicielką gatunku, że już teraz, naście godzin po obejrzeniu filmu, nie pamiętam ani jej imienia ani szczegółów biografii. Bo koniec końców liczy się tylko to, że zakochała się w tajemniczym przystojniaku, który jest kim więcej, niż wydaje się na pierwszy rzut oka, a związek ten może zmienić losy świata, będąc częścią paranormalnego konfliktu toczonego od tysięcy lat.

Ocena: 2

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza