niedziela, 12 sierpnia 2018

Landline (2017)

Ten film uczy, że wiek nie ma znaczenia, jeśli chodzi o odczuwanie niepewności, zagubienia, strachu. Nastolatka, dorosła kobieta u progu małżeństwa, para z wieloletnim stażem - wszyscy oni popełniają te same błędy, choć przecież różni ich wiek i związana z tym wiedza wynikająca z różnych życiowych doświadczeń. A jednak wiedza jest niczym. Nie ratuje przed lękiem, że dokonało się lub też dokona się niewłaściwego wyboru. Nie chroni przed poczuciem zagubienia, nie ułatwia podejmowania decyzji. Wiedza jest niczym, kiedy przeciwstawi się im emocje. Chaos zawsze wygra. I jedyne, co można w takich sytuacjach zrobić, to zacisnąć zęby i przetrzymać czas krytycznego przesilenia. Bo po nim zawsze przychodzi opamiętanie, następuje faza brutalnej szczerości i szansa na rekonstrukcję relacji lub budowę nowych. I tak do następnego kryzysu, który na szczęście (nieszczęście) zbyt szybko nie nadejdzie. Na życiowe burze zbiera się bowiem latami.



"Połączenia" to sztampa. Ma kilka zwyczajnych, ale pokazanych jako ekscentryczne, postaci, które poznajemy w chaotycznym momencie życia. Film składa się z uniwersalnego zestawu scenek rodzajowych. Podane są one profesjonalnie (a niezła obsada też nie przeszkadza), ale pozbawione jest własnego charakteru, jakiegoś elementu, dzięki czemu udałoby mi się go zapamiętać jako coś odrębnego. Wydaje mi się, że tym czymś miał być klimat nostalgii za minioną epoką. Jednak powrót do połowy lat 90. też się twórcom średnio udał. Dyskietki, Clinton to zdecydowanie za mało. Wygląda to raczej jak dekoracje choinkowe zawieszone przez osobę, która ma w nosie bożonarodzeniowe tradycje. Tego rodzaju filmy już nie robią na mnie wrażenia.

Ocena: 5

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza