czwartek, 26 marca 2020

La macchinazione (2016)

Nominalnie "Intryga" jest historią ostatnich dni życia Pasoliniego. Śmierć reżysera fascynuje filmowców od lat. Wystarczy przypomnieć, że na ten temat parę lat wcześniej został już jeden film nakręcony ("Pasolini" Abla Ferrary z Willemem Dafoe w roli głównej). Nic dziwnego. Okoliczności zabójstwa są dość tajemnicze. Choć znalazła się osoba, która została skazana, to do dzisiaj krąży na ten temat wiele spekulacji i teorii spiskowych. Reżyser "Intrygi" najwyraźniej jest ich zwolennikiem, ponieważ to właśnie na nich buduje fabułę.



Kiedy jednak przyjrzymy się filmowi bliżej, okaże się, że Pasolini jako ofiara spisku, za którym stał jeden z najpotężniejszych Włochów tamtych czasów, to jedynie fasada. Patrząc na formę, na dialogi, interakcje poszczególnych bohaterów, szybko zauważy się ich sztuczność, teatralność, niezwykły formalizm. Jakby to, co oglądamy nie było językiem obrazów, a językiem słowa pisanego. "Intryga" jest tak naprawdę opowieścią o tworzeniu opowieści. Pasolini to bohater filmu, który nie wie, że nim jest. Czasami zaczyna jako storyboard, by dopiero po chwili nabrać "realności". Z innymi osobami dramatu jest podobnie. Wszyscy oni podążają drogą napisaną dla nich przez kogoś innego. I nie jest to wcale Los czy Bóg. Reżyser pokazuje, że możemy być bohaterami w opowieściach przygotowanych przez innych ludzi.

To właśnie ta warstwa "Intrygi" sprawia, że film wydał mi się interesujący. Początkowo owa sztuczność dialogów i zachowań trochę mnie drażniła. Kiedy jednak zrozumiałem język obrazów, dałem się wciągnąć w tę wizję. Myśli reżysera nie są może szczególnie odkrywcze, ale potrafił je wyłożyć w atrakcyjny dla mnie sposób.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza