czwartek, 16 kwietnia 2020

Clara (2018)

To nie był łatwy seans. Parę razy musiałem go przerywać, bo nie widziałem sensu jego ciągnięcia. Byłem naprawdę bliski porzucenia filmu w połowie jego oglądania. Coś mnie jednak tknęło, by się nie poddawać, by kontynuować. I dobrze zrobiłem. Końcówka, choć łatwa do przewidzenia, sprawiła, że całość nabrała sensu. Ba, dałem się nawet ponieść wzruszeniu.



"Clara" to w zasadzie bardzo typowa opowieść o traumie bezsensownej śmierci i obsesji mającej zagłuszyć ból. To kino poetyckie, więc sporo jest tu klimatycznych ujęć, gry światłem, kolorami, a całości towarzyszy uduchowiona muzyka. Reżyser nieustannie konfrontował racjonalność z duchowością, czemu towarzyszyły zbitki montażowe, które przez długi czas bardzo mnie irytowały.

"Clara" to również kolejny w ostatnim czasie widziany przeze mnie film, który próbuje szukać inspiracji dla fabularnych niejednoznacznościach w fizyce kwantowej. I jak poprzednicy nie obraz ten nie wyszedł na tym za dobrze. Bardzo powierzchownie traktowanie fizycznych teorii przeradza się w niekonsekwentne traktowanie bohaterów i bełkotliwość w prowadzeniu narracji. Jednak reżyser nigdy nie stracił z oczu celu, dzięki czemu prosta końcówka zdołała zgarnąć wątki fabularne i spiąć je w doskonale pasującą do tego filmu całość. Finał sprawił, że byłem skłonny twórcom wiele wybaczyć i spojrzeć na "Clarę" przychylnym okiem.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza