niedziela, 28 czerwca 2020

Братство (2019)

Nie dziwię się, że na początku "Braterstwa" kilka razy powtarzane jest, że fabuła powstała na faktach. Bez tego trudno byłoby w to uwierzyć. Paweł Łungin nakręcił bowiem bardzo typowy film wojenny. Znalazło się w nim miejsce na większość standardowych dla tego produkcji scen. Zestaw bohaterów jest również wyjęty prosto z podręcznika dla scenarzystów filmów wojennych.



Kiedyś Łungin zachwycił mnie fenomenalną "Wyspą". Niestety moje późniejsze przygody z jego twórczością nie należą do najprzyjemniejszych. "Braterstwo" nie jest może aż tak słabe jak "Car", ale pod niektórymi względami to dla niego gorzej. Film ten jest bowiem sztampową, choć solidnie zrobioną produkcją. A to oznacza, że jest najzwyczajniej w świecie zupełnie nijaki. Nie zostawia po sobie żadnego śladu. Nie czuję nawet frustracji i złości. Ot, po prostu kolejny film wojenny, którego cechą charakterystyczną jest to, że zrobiony został po rosyjsku (dla mnie jest to cecha charakterystyczna, bo w ostatnim czasie zbyt wielu rosyjskich filmów wojennych nie oglądałem).

"Braterstwu" brakuje tytułowego braterstwa. Nie ma wyraźnych bohaterów, choć kilku kandydatów do tego by się znalazło. Reżyser nie potrafi się też zdecydować, czy interesują go konkretne wydarzenia, czy może jednak chciał zrobić bardziej uniwersalną przypowieść o wygaszaniu wojny i umieraniu imperium. Miejscami szwankuje montaż; nie pomiędzy scenami, lecz pomiędzy całymi sekwencjami. Nie ma płynności w tej historii. Narracja jest rwana, szarpana, czasami zwyczajnie chaotyczna.

Ciekaw jestem, czy Łungin zdoła mnie jeszcze kiedyś zachwycić tak, jak zrobił to kiedyś "Wyspą". Chciałbym wierzyć, że tak. Szanse na to zdają się jednak nikłe.

Ocena: 5

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza