poniedziałek, 1 czerwca 2020

Favolacce (2020)

Kiedy słyszymy o samobójstwach, szczególnie rozszerzonych lub masowych, w naturalny sposób wyobrażamy sobie, że za tak wyjątkowym wydarzeniem stoją naprawdę ciężkie, traumatyczne okoliczności. Jednak "Złe baśnie" pokazują, jak złudne jest to przekonanie. Z wielkimi tragediami jest jak z procesem erozji klifu: wiatr, deszcz, ocean powoli, niezauważenie drążą skały, aż pewnego dnia wielki kawał ziemi znika spektakularnie w odmętach.



"Złe baśnie" opowiadają o niewielkiej społeczności gdzieś na prowincji Włoch. Widzimy grupę dorosłych i ich dzieci. Są to w większości niezbyt bogate rodziny. Właśnie dobiega końca rok szkolny. Upalne lato rozkwitło. Oglądamy scenki rodzajowe w postaci zabawy na basenie, młodego chłopaka przyglądającego się kształtom niewiele starszej od niego sąsiadki, jest przyjęcie urodzinowe.

Bracia D'Innocenzo garściami czerpią ze stylistyki filmowych opowieści o wakacjach tworząc zaskakująco estetyczną wizualnie formę. Jeśli jednak będziemy się dokładnie przyglądać temu, co pokazują reżyserzy, zobaczymy pęknięcia, rysy, zadry. Same w sobie wydają się niczym. Większość bohaterów (dorosłych) zapomina o nich niemal od razu. A jednak w dziecięcych głowach nic nie ginie. Te drobnostki kumulują się prowadząc do zaskakującego, choć post factum całkiem oczywistego finału.

Naprawdę spodobał mi się ten film. Przypadła mi do gustu formuła ujęta w cudzysłów mrocznej baśni, spodobała mi się forma narracji, strona wizualna oraz to, jak reżyserzy przeszli od sielanki do życiowego horroru. Jeśli o mnie chodzi, to póki co jest to jeden z najlepszych filmów, jakie widziałem w tym roku.

Ocena: 9

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza