Seriale (10/12/17)

Spisek prochowy
Ocena: 5
No cóż. Ostatnie moje przygody z serialami historycznymi nie należą do najprzyjemniejszych. Dwa tytuły widziane w grudniu – w obu zresztą gra Tom Cullen (jeden z powodów, dla których w ogóle po nie sięgnąłem) – są mocnymi rozczarowaniami. Jednym z nich są "Templariusze" (po dwóch odcinkach darowałem sobie i raczej nie dokończę pierwszego sezonu). Drugim jest właśnie "Spisek prochowy". Zamiast wyrazistych bohaterów o jasnych przekonaniach i niejednoznacznych charakterach, dostałem niedopracowane postaci, które dużo gadają, jeszcze więcej gapią się w przestrzeń, ale niewiele sobą reprezentują. Prawdy ideologiczne są dość oględnie zaprezentowane. Trudno uwierzyć, że były one w stanie wywołać w ludziach tak mocne emocje, by prowadzić do okrutnych (z naszej perspektywy) czynów. Twórcy najwyraźniej nie chcieli podgrzewać ekstremistycznych nastrojów, więc poza ogólnym stwierdzeniem, że prześladowania są złe, bo są złe, nie mają zbyt wiele do powiedzenia. Nawet tak ciekawe pomysły, jak pokazanie angielskim katolikom, jak katolicka Hiszpania rozprawia się z innowiercami, nie jest tu wygrane. Całość pozostawia więc w ustach bardzo gorzki posmak rozczarowania.


Dolina ciszy
Ocena: 4
Bardzo zły serial, ale nie mogłem się od niego oderwać. Głównie przez to, że fascynowało mnie, jakie zmiany wprowadzono w nim w stosunku do norweskiego oryginału. I nie chodzi mi tu wcale o rzeczy fundamentalne, jak to, że zniknął z serialu wątek pedofilii. Bardziej interesowały mnie drobnostki. "Dolina ciszy" udowadnia, że diabeł tkwi właśnie w szczegółach. Rzeczy, które w oryginalne były czymś tak oczywistym, że nie zwracałem na nie uwagi, tu ich brak lub też bardzo skrótowe potraktowanie mocno rzucało się w oczy. Słaba relacja jednego z chłopaków z matką. Praktycznie nieistniejący wątek romansu policjantki z przełożonym, brak wątku konfliktu policjantki z siostrą. Większość z tego dla głównej fabuły nie ma znaczenia, ale budowało pełniejsze portrety psychologiczne bohaterów. Bez nich postaci są nieznośnie jednowymiarowe. A kiedy doda się do tego bardzo złe aktorstwo, to ogólne wrażenie jest tragiczne.

Świadek
Ocena: 6
Z jednej strony rozumiem, dlaczego ten serial doczekał się już dwóch zagranicznych remake'ów. Ma bowiem historię, która jest tak uniwersalna, że sprawdzi się niemalże pod każdą szerokością geograficzną. Z drugiej strony nie uważam, żeby "Świadek" na aż takie zainteresowanie zasługiwał. Owszem, ma fajnych bohaterów (podoba mi się zwyczajność i policjantki i pozostałych postaci). Jednak sama intryga jest zbyt grubymi nićmi szyta, za łatwo wszystkie elementy układanki nachodzą na siebie, a kiedy wszystkie elementy są już wyłożone na stół, finał można przewidzieć na długo zanim do niego dojdzie. Od skandynawskich kryminałów przyzwyczaiłem się oczekiwać więcej... przynajmniej od tych w formie seriali, bo w kinie jest już gorzej.

Amerykańscy bogowie (sezon 1)
Ocena: 5
Wizualnie serial robi wrażenie. Sceny orgii czy to z boginią miłości w roli głównej czy też z dżinnem są fantastyczne. Formalnie jest bardzo pomysłowy. Twórcy stosują różne techniki, eksperymentują z prezentacją. Ale na wszystkich bogów, jakież to było nudne! Naprawdę, niewiarygodnie NUDNE. Do tego wszystkiego twórcy najwyraźniej nie za bardzo zainteresowani są fabułą, bo rozwadniają ją ponad wszelką miarę. Gdyby zebrać wszystkie sceny związane z głównym wątkiem, to materiału może starczyłoby na dwa odcinki. Reszta to pomysłowe, ale jednak w dużej mierze prowadzące donikąd, anegdoty na tematy trzecie.

Midnight, Texas (sezon 1)
Ocena: 6
W gruncie rzeczy jest to typowa telewizyjna zapchajdziura. Dzięki jednak barwnej zgrai bohaterów przyjemnie mi się go oglądało. Na pewno łatwiej "wchodził mi", od wielu ambitniejszych tytułów (jak "Amerykańscy bogowie"). Wydaje mi się jednak, że dla serialu byłoby lepiej, gdyby pierwszy sezon miał mniej specyficzny charakter i zamiast wątku przewodniego plus poświęcaniu każdego odcinka innemu bohaterowie, twórcy po prostu pozwolili wszystkim bohaterom wchodzić ze sobą w interakcje i w ten sposób stopniowo odsłaniali ich tajemnice, a wątek główny powinien był zostać wprowadzony jako cliffhanger kończący pierwszy sezon.

Pokój 104 (sezon 1)
Ocena: 7
Kiedy zaczynał się serial, byłem przekonany, że oto oglądam jedną z najlepszych rzeczy pokazywanych obecnie w telewizji. Pierwsze odcinki zaskakiwały ciekawymi zwrotami akcji, nieszablonowym podejściem do gatunkowych klisz i odwagą w podejmowaniu eksperymentów formalnych (jeden odcinek opowiadał historię bohaterki praktycznie bez dialogów, wyłącznie poprzez taniec). Niestety mniej więcej w połowie sezonu twórcom skończyły się pomysły i zaczął się festiwal wtórności. Odcinek z mormonami oczywiście musiał mieć wątek gejowski, odcinek z bałkańskim tenisistą musiał poruszać traumę wojenną, a odcinek o małżeństwie z ponad 50-letnim stażem musiał poruszać temat śmierci. Te odcinki mocno mnie rozczarowały. Po zakończeniu sezonu doszedłem do wniosku, że dla serialu byłoby lepiej, gdyby liczył tylko sześć odcinków.

London Spy
Ocena: 9
Serial bliski ideałowi. Pierwsze trzy odcinki to mistrzostwo świata w opowiadaniu historii. Nie mogłem wyjść ze zdumienia, jak wspaniale udało się twórcom połączyć klasyczny melodramat z pierwszorzędnym thrillerem szpiegowskim. Serial jest zmysłowy, intrygujący, tajemniczy, wciągający. Nie mogłem się od niego oderwać. Niestety ostatni odcinek trochę mnie rozczarował. Choć koniec jest znakomity, to jednak sposób, w jaki do niego bohaterowie docierają, już niestety nie. Moim zdaniem nie wszystkie klocki do siebie pasowały, przez co finałowa rozmowa gdzieś się nie kleiła. Poza tym jednym zgrzytem, nie mam do "London Spy" zarzutów. A już obsada aktorska i ich gra – ambrozja. Niczego więcej naprawdę nie mam prawa oczekiwać od serialu.

Will
Ocena: 5
Nie dziwi mnie to, że serial został skasowany po pierwszym sezonie. Projekt miał potencjał, ale twórcy nie potrafili nadać całości konkretnego charakteru. Jest to więc pomieszanie grochu z kapustą. Raz mamy sceny postmodernistyczną formą łączący współczesną stylistykę (głównie w muzyce) z elżbietańskimi realiami. Raz mamy opowieść o teatrze, a po chwili mroczny serial pełen intryg i prześladowań. To wszystko byłoby ok, gdyby wprowadzano stopniowo, a nie zasypano wszystkim widza od razu, już w pierwszym odcinku. W obecnej formie nie miał żadnego charakteru.

Outlander (sezon 2)
Ocena: 6
Nierówny sezon. Kiedy skupia się na bohaterach, robi się ciekawie. Przedostatni odcinek sezonu jest tego najlepszym przykładem. Jest to w ogóle jeden z najlepszych odcinków całego serialu. Kiedy jednak twórcy przenoszą akcent na akcję i intrygę, serial dużo traci. Rozczarowują też niektóre postaci, jak jeden z francuskich arystokratów, który ma niby być nemezis bohaterów podczas pobytu w Paryżu, a którego wątek jest błahy (poza finałem).

Lucyfer (sezon 2)
Ocena: 6
Miłe, sympatyczne i niezobowiązujące. Wśród całej masy ambitnych i ważnych seriali "Lucyfer" jest jak świeża morska bryza. Doskonale nadaje się do zabicia czasu, a bohaterowie są na tyle zabawni i sympatyczni, że chętnie sięgałem po kolejne odcinki.

Wet Hot American Summer: 10 Years Later
Ocena: 5
O ile "Wet Hot American Summer: First Day of Camp" było świetnym pomysłem i doskonale skrojoną komedią, o tyle ta część sprawiała wrażenie straszliwie wymęczonej. Niby jest tu wszystko to, co podobało mi się poprzednio, ale w ośmiu na dziesięć przypadkach nie bawiło mnie to. W zasadzie spodobały mi się tylko dwa wątki: Mitcha (głównie dlatego, że głosu użycza mu H. Jon Benjamin) i niani (świetnie wykorzystana Alyssa Milano). Co do reszty, to podobały mi się tylko niektóre rzeczy, a cała reszta rozczarowywała. Twórcy spokojnie mogli sobie tę serię darować.

Upadek (sezon 3)
Ocena: 10
Rzadko zdarza mi się pochłonąć cały sezon w całości. Ostatni raz miałem tak z trzecim sezonem "Piratów". Kiedy jednak zacząłem oglądać ostatnią część "Upadku", po prostu nie mogłem się od niej oderwać. Co jest o tyle dziwne, że trzeci sezon jest zdecydowanie bliższy drugiemu, który był dla mnie rozczarowaniem. Co więcej, z punktu widzenia samej historii trzecia część jest kompletnie zbędna, ponieważ niczego nie dodaje, a jedynie uzupełnia kilka luk, które inteligentny widz i tak zdołał zapełnić prawidłowymi wnioskami. Jednak jako dramat psychologiczny "Upadek 3" jest absolutnie bezbłędny. Portrety dwójki głównych bohaterów są skomplikowane i niebanalne (choć przecież bazują na dość prostym układzie genialnego psychopaty i jego policyjnego odpowiednika), ich zachowania i relacje z otoczeniem fascynujące. A wszystko zaprezentowane leniwie toczącą się narracją. Myślałem, że po "Tacy jesteśmy" nic lepszego już w tym roku nie zobaczę. Jak jednak widać myliłem się.

Grace and Frankie (sezon 3)
Ocena: 6
Solidna robota. Siłą i słabością serialu jest świadomość twórców, że opowiadają o bohaterach, którzy w mainstreamie funkcjonują na uboczu, są co najwyżej postaciami drugiego planu, barwnymi dodatkami dla przygód protagonistów. Siłą, ponieważ jest to świeże i interesujące. Codzienne perypetie sercowe, zawodowe pokazane z perspektywy osób po sześćdziesiątce to pretekst dla ciekawych rozwiązań fabularnych. Niektóre odcinki dzięki temu wypadały świetnie. Słabością, ponieważ owa świadomość za bardzo daje się we znaki twórcom, przez co miejscami odnosiłem wrażenie, że serial zmienia się z opowieści obyczajowej w projekt edukacyjny mający "oswoić" seniorów młodszym pokoleniom. Samo w sobie nie jest to złym pomysłem, ale jak na mój gust miejscami robione jest to po prostu zbyt ostentacyjnie.

Archer (sezon 4)
Ocena: 8
Po średnim (jak na ten serial) początku czwarty sezon później się rozkręcił i kilka ostatnich odcinków to już ten poziom humoru, sarkazmu i absurdu, za który pokochałem "Archera". Dzięki nim uważam sezon za w pełni satysfakcjonujący.

Brooklyn 9-9 (sezon 4)
Ocena: 5
Obawiam się, że jest to moja ostatnia przygoda z tym serialem. Kiedy pojawił się, byłem nim zachwycony. Niestety twórcom szybko zabrakło pomysłów na to, jak utrzymać jego świeżość. Czwarty sezon wygląda, jakby został zebrany ze ścinków zamiecionych do kosza podczas pierwszych dwóch odsłon serialu. Od czasu do czasu pojawiały się fajne pomysły. Niestety jako całość "Brooklyn 9-9" nie robi zbyt dobrego wrażenia.

Club de Cuervos (sezon 2)
Ocena: 6
Jest w tym serialu dużo dobrego. Podobało mi się poprowadzenie postaci Chavy. Mamy tu wątek typowy dla postaci mającej przejść przemianę wewnętrzną, na co jednak sam Chava jest wyraźnie odporny. Odcinek gdy jest na wygnaniu albo na imprezie u bogatego ekscentryka należą do najlepszych w całym serialu, nie tylko w tym sezonie. Podobały mi się też liczne pojedyncze sceny (jak na przykład oświadczyny na planie porno). Niestety jako całość nie wzniósł się wysoko ponad przeciętność.

Castlevania (sezon 1)
Ocena: 6
Szczerze mówiąc nie miałem większych oczekiwań wobec tego serialu, a i tak czuję się zmieszany. Jako serial nie do końca spełnił moje oczekiwania. Angielska wersja językowa jest szczerze mówiąc drętwa, a historia średnio zajmująca. Jeśli jednak spojrzeć na te cztery odcinki jak na zbiór cut-scenek z gry wideo, to wtedy rzecz robi się o wiele ciekawsza i naprawdę chętnie sięgnąłbym po grę, której częścią byłyby te filmiki.

Fortitude (sezon 2)
Ocena: 6
Miałem nadzieję, że drugi sezon będzie utrzymany w klimacie ostatnich odcinków pierwszego, które były bardzo dobre. Niestety twórcy poszli w innym kierunku. Zamiast na klimacie skupili się na intrydze, którą zresztą dość szybko ujawniają. I nie jest ona aż tak wciągająca, jak się twórcom zapewne wydawało. Całość mogła więc zostać uratowana za sprawą fascynujących bohaterów. Niestety portrety psychologiczne nie zostały odpowiednio rozbudowane. Wszystko, co wiemy o postaciach, jest ściśle powiązane z intrygą, która - jak napisałem - nie jest wcale aż tak fascynująca. Drugi sezon jest więc dla mnie rozczarowaniem.

Dolina krzemowa (sezon 4)
Ocena: 7
Kolejny dobry sezon. "Dolina krzemowa" to zdecydowanie jeden z najinteligentniejszych seriali, jakie obecnie oglądam. Jestem zachwycony tym, jak pokazują pychę nowobogackich, szaleństwo wzlotów i upadków w środowisku, gdzie często liczy się wyłącznie pomysł, a nie jego realizacja. Jest sporo humoru, trafnych obserwacji i genialnych scenek. Jednak cały czas odnoszę wrażenie, że nie jest to realizacja pełnego potencjału, że coś twórców powstrzymuje tak, że nie wychodzą poza zakres zdefiniowany trzy sezony temu. Przez to "Dolina krzemowa" po prostu nie ma w sobie tej energii i świeżości, co w pierwszym sezonie.

Tacy jesteśmy (sezon 1)
Ocena: 9
Destylat tego, co najlepsze w kinie niezależnym podane w formie serialowej. Biorąc pod uwagę moje zmęczenie skostniałą strukturą filmów indie, nie sądziłem, że ten serial może mnie zachwycić, a jednak tak właśnie się stało. To serial mądry, z świetnie napisanymi i równie dobrze zagranymi postaciami. Do tego jest też bardzo wzruszający. I – co najważniejsze – utrzymał wysoki poziom przez wszystkie 18 odcinków, co serialom o połowę krótszym rzadko kiedy się udaje.

Konflikt: Bette i Joan
Ocena: 6
Nie dziwię się, że Ryan Murphy nie ma problemów z obsadzaniem swoich licznych seriali. "Konflikt: Bette i Joan" pokazuje, że jego projekty są przede wszystkim pisane z myślą o aktorach. Role są krwiste, pełne mocnych scen o całej gamie emocjonalnej. Aktorzy mogą wykazać się w monologach, dialogach, scenach zbiorowych. Jest miejsce, by lśniły gwiazdy (Jessica Lange i Susan Sarandon są po prostu boskie). Swój czas ma też cała plejada aktorów drugiego planu. "Konflikt" jest rónież świetnym obrazem bezwzględnego świata Hollywood. I to wcale nie tego sprzed pięciu dekad. Prawie nic się w Fabryce Marzeń nie zmieniło od czasu Crawford i Davis. Ale jako historia ich osobistego konfliktu serial mnie rozczarował. Murphy'ego bardziej interesuje świat, w jakim żyją bohaterki, niż ich wzajemna relacja. Ponadto nie do końca podobał mi się styl opowiadania tej historii. Najzwyczajniej w świecie "Konflikt" nie wciągnął mnie.

Zwierzęta (sezon 2)
Ocena: 7
Świetne połączenie serialu komediowego z ponurym przesłaniem. To opowieść o walce z entropią, którą istoty żywe zawsze przegrywają. Jest więc humor, ale wynika on z absurdalności sytuacji, w jakich znajdują się bohaterowie poszczególnych odcinków, z ich donkiszotowskiej walki z nieugiętym losem, który sprawia, że chwile triumfu są początkiem tragicznego końca. Gorzkie, smutne, inteligentne a jednocześnie zabawne.

Riverdale (sezon 1)
Ocena: 6
Opera mydlana premium dla młodzieży z wątkiem kryminalnym. Połączenie "Imperium" z "Veronicą Mars". Nie powiem, oglądało mi się to nawet nieźle. Jednak jest to w sumie dość błaha rozrywka, bardziej zapchajdziura niż rzecz, która naprawdę wciąga. Rozrywka na miłe zabicie czasu. Najbardziej podobało mi się to, jak zaprezentowano Archiego. To w gruncie rzeczy męska dziwka, która puszcza się na prawo i lewo. A jednak twórcom udało się uniknąć jego stygmatyzacji i pomimo swojego zachowania pozostał sympatycznym, pozytywnym bohaterem. Zastanawiam się jednak, czy gdyby tak potraktowali dziewczynę, to czy z równą łatwością potrafiliby uniknąć szkarłatnej litery (postać Cheryl daje mi nadzieję, że tak).

Sekta (sezon 2)
Ocena: 6
Podoba mi się ogólny zarys tej historii. Podobają mi się konstrukcje bohaterów: okrutnie skrzywdzony przez życie lider, niepełnowartościowy mesjasz, prawdziwie wierząca, która trwoni swą wiarę i naiwnie wierzący, którego dobre chęci wybrukują niejeden chodnik w piekle. Problemem jest liczba odcinków, których jest o połowę za dużo. Przez to cała opowieść jest straszliwie rozciągnięta. "Sekta" mocno by zyskała w moich oczach, gdyby była bardziej skondensowana, zrobiona "po brytyjsku" (max. 6 odcinków).

Piraci (sezon 4)
Ocena: 8
Satysfakcjonujące zakończenie serialu. Podobał mi się rozwój wszystkich postaci, wątki przyjaźni, wrogości i miłości. Podobały mi się nowe postaci, które wprowadzono pod koniec. Twórcom udało się też utrzymać fabułę w ryzach i nie dali się zwieść na manowce. Jedyna rzecz, która trochę mi przeszkadzała, to zbyt kwieciste monologi. Miejscami raziły mnie zbytnim napuszeniem, jakby ich celem było udowodnienie, że wypowiadający je są dobrymi aktorami, a mniejsze znaczenie miało to, na ile te teksty mają sens biorąc pod uwagę to, kto i w jakich okolicznościach je wypowiada.

Legion (sezon 1)
Ocena: 8
Pierwsze odcinki "Legionu" wprawiły mnie w osłupienie. Nie mogłem uwierzyć, że ktokolwiek wyraził zgodę na projekt, w którym akcja została zepchnięta na drugi plan, a twórcy bardziej zainteresowani są projekcją subiektywnych doświadczeń niż popychaniem narracji do przodu. To była nowa jakość, rzecz, w której najzwyczajniej w świecie się zakochałem. Moje zauroczenie trwało do piątego odcinka. Mam wrażenie, że od szóstego odcinka filozofia serialu uległa zmianie. Cuda i dziwy zostały zepchnięte na drugi plan, a akcja zaczęła odgrywać kluczową rolę. Owszem, wciąż było dużo elementów, na jakie inne seriale nigdy by się nie pokusiły (scena "niema", "Bolero" Ravela), ale to już nie było to samo. Zaś finał sezonu był już tak naprawdę odcinkiem typowym dla dobrych seriali. Jego największą (a może nawet jedyną) zaletą jest podwójny cliffhanger (przed i po napisach).

Sposób na morderstwo (sezon 3)
Ocena: 5
Szkoda, że ten serial jest tak dobrze zagrany. Mam bowiem wrażenie, że aktorskie talenty się tu strasznie marnują. Intryga przekracza już szczyty absurdu. I twórcom z wielkim trudem udaje się sprzedać ją jako coś prawdopodobnego i wiarygodnego. Zapewne w ogóle by im się to nie udało, gdyby nie obsada. Bo nie tylko Viola Davis ma tu swoje pięć minut. Mimo to nie jestem przekonany, czy wykrzeszę z siebie na tyle dużo entuzjazmu, by wrócić do serialu, kiedy pojawi się czwarty sezon.

Sekta (sezon 1)
Ocena: 6
Podoba mi się ogólny zarys serialu. To, że akcja rozgrywa się wewnątrz sekty, że bohaterami są i fanatycy-pragmatycy i fanatycy autentycznie wierzący. To, że pokazuje mechanizmy prowadzące do wynaturzenia ideałów, ale i to, że sam fakt istnienia wynaturzeń nie przekreśla tego, że u podstaw leżało autentyczne doświadczenie mityczne. A przede wszystkim to, że kryzys wiary jeden z bohaterów przeżywa doświadczają religijnego objawienia będącego dowodem na to, że jakieś życie duchowe istnieje. Problem w tym, że za wiele srok na raz próbują twórcy chwytać, przez co całość jest jakaś taka rozmemłana.

Wikingowie (sezon 4, część 2)
Ocena: 6
W porównaniu do części pierwszej czwartego sezonu widać poprawę. Odcinki 14. i 15. należą do najlepszych całego serialu. Twórcy skupili się w nich nie tyle na czynach ile na bohaterach, ich psychikach i interakcjach. W kolejnych odcinkach jest tego mniej, ale wystarczająco dużo, bym pozostał dobrej myśli co do kontynuacji.

Tabu (sezon 1)
Ocena: 5
Wyobraźcie sobie wspaniałą opowieść, którą mamrocze pod nosem stary dziadyga, monotonnie i bez wyrazu. Tak właśnie prezentuje się "Tabu". Twórcom udało się stworzyć ciekawy wizualnie świat. Spodobał mi się brud i smród bijący z ekranu. Ma też bardzo barwną galerię postaci. Ale wszystko jest opowiadane tak monotonnie, że wytrzymanie jednego odcinka często graniczyło z cudem. Do tego trudno się ekscytować przygodami wszechmocnego bohatera (a w każdym razie takie sprawia wrażenie, wszystkie jego plany są perfekcyjne, nie ma na świecie ani jednego godnego go przeciwnika). Prowadzenie takiego bohatera wymaga finezji i sprytu. Tego niestety tutaj zabrakło.

Archer (sezon 3)
Ocena: 7
W porównaniu z wcześniejszymi sezonami, tym razem jest trochę mniej sarkazmu, co akurat ja uważam za wadę. Ale twórcom udaje się to zazwyczaj zrównoważyć innymi formami humoru. Wciąż mają szalone pomysły (wagina cyborga w zlewie), więc naprawdę było się z czego pośmiać.

Wikingowie (sezon 4, część 1)
Ocena: 6
Wydaje mi się, że twórcy niepotrzebnie próbują iść w ślady "Gry o tron". Mnożenie wątków jest w przypadku "Wikingów" nietrafionym pomysłem. Jeszcze część francuska jakoś się tam broni za sprawą Rollo, ale już wątek angielski zdecydowanie należało wyrzucić. Całość wydaje się mocno rozwlekła. Ta część mogła być spokojnie o 2-3 odcinki krótsza.

Club de Cuervos (sezon 1)
Ocena: 6
Jest w tym serialu dużo dobra. Podoba mi się to, że w zasadzie nie ma tu pozytywnych bohaterów. Każda postać składa się niemal wyłącznie z mniejszy lub większych wad: od narcyzmu, ignorancji i naiwności, po chciwość, ambicję, zazdrość. To opowieść o małych ludziach, którym wydaje się, że są tytanami. A jednocześnie twórcy zachowują lekkość. Każda z postaci w swej miernocie bywa mimo wszystko sympatyczna, a czasami zdolna jest (choć często nieświadomie lub wbrew swoim intencjom) do udowodnienia, że obdarzona jest cnotami. To, czego serialowi brakuje, to wrażenia, że fabuła dokądś zmierza. Twórcy powinni też popracować nad innym rozłożeniem akcentów, bo sporo rzeczy jest albo rozwlekłych albo przeciwnie, za szybko przemija. Nie zaszkodziłoby też więcej ognia i humoru. I jedno i drugie jest obecne. Ale jak na kuchnię meksykańską, jest to wszystko zbyt łagodne.

OCENA SERIALI OBEJRZANYCH W 20016 ROKU ---> TUTAJ

6 komentarzy:

  1. ciekaw jestem, co w ostatnim odcinku "london spy" uważasz za zgrzyty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmowa z matką i retrospekcje w niej. To jest kluczowa scena, mająca wyjątkowe znaczenie emocjonalnie, ale mnie jakoś uwierała, za dużo się tu działo, za mało odczuwałem. Wydała mi się odstawać od reszty serialu

      Usuń
    2. Gdzie w ogóle "London Spy" jest dostępny? ShowMax?

      Usuń
    3. Kupiłem na DVD. Nie mam pojęcia, czy w Polsce jest gdziekolwiek dostępny.

      Usuń
  2. pewnie popełnię świętokradztwo, ale dla mnie już literacki pierwowzór "amerykańskich bogów" był cholernie nudny (poza kilkom wyjątkami w fabule). co do "london spy", ja widziałem serial na netfliksie, nie wiem tylko, jak z dostępnością tej platformy w polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie nazwałbym "Amerykańskich bogów" nudną książką, ale Gaiman zdecydowanie ma w swoim dorobku lepsze rzeczy. Na polskim Netfliksie niestety nie ma "London Spy". Ponieważ jednak jest to świetny serial, więc nie żałuję, że go sobie kupiłem (tym bardziej, że z Netfliksa kiedyś może zniknąć)

      Usuń