niedziela, 17 czerwca 2018

怒り (2016)

Zastanawiam się, co też takiego działo się parę lat temu w Japonii, że powstało tam całkiem sporo skrajnie pesymistyczny w swej wymowie filmów. Dopiero co obejrzałem "Gukoroku - ślady grzechu", a teraz podobnie ponurą wizję człowieczeństwa zaserwował mi "Gniew". Co ciekawe, oba filmy miały swoją premierę w 2016 roku i w obu interesujące role zagrał Satoshi Tsumabuki.



"Gniew" opowiada o kompletnej egzystencjalnej bezradności człowieka w obliczu bezduszności ludzi i świata, jak również bezradności całego społeczeństwa i państwa, które nie potrafi znaleźć sposób na to, by negatywne emocje mogły zostać wyrażone. Gniew jest doświadczeniem wspólnym ludzkości. Jego powody mogą być różne, bardzo osobiste: kompleksy, świadomość własnego tchórzostwa, nieufność, poczucie winy, strach, niespełnione marzenia, obawa o bliskich. Powody nie mają jednak znaczenia. Istotny jest sam gniew, który buzuje, jątrzy, który tłamszony jest, trzymany na uwięzi niczym dzikie zwierzę, aż wyrwie się spod kontroli. Pretekst nie ma znaczenia. Ba, czasem może nim być nawet drobny gest dobrej woli. Gniew jest ślepy i niszczycielski.

"Gniew" jest pierwszym filmem reżysera Sang-il Lee, który widziałem. Ale zapewne nie będzie ostatnim (tym bardziej, że parę lat wcześniej nakręcił japoński remake "Bez przebaczenia", który w kontekście tego, jakim obrazem okazał się "Gniew", wygląda naprawdę obiecująco i pora się chyba przełamać i go zobaczyć). Trzy niezależne historie, które łączy podejrzenie, że wśród ich bohaterów jest sprawca podwójnego brutalnego zabójstwa, w bardzo sugestywny sposób budują obraz ponurej ludzkiej egzystencji. Sang-il Lee pokazuje świat, w którym nawet nadzieja i miłość ulegają deformacjom pod wpływem erozji wywołanej ludzką niedolą i niemożliwym do ekspresji gniewem.

Materiał był trochę zbyt ambitny dla reżysera, który robi, co może, ale nie do końca harmonijnie przeplata ze sobą trzy główne historie. To, szczególnie w trzecim akcie, kiedy Sang-il Lee usilnie stara się podkreślić uniwersalność ludzkich doświadczeń, sprawia, że całość lekko się chybocze w posadach i nie robi aż tak wielkiego wrażenia, jak powinna. Po cichu liczyłem też, że sprawa morderstwa pozostanie nierozwiązana. Tylko wzmocniłoby to ponury wydźwięk filmu pokazując, że tak naprawdę nie ważne jest to, kto dokonał zbrodni, gdyż w każdym z bohaterów tkwi gniew, który może pchnąć go do zabójstwa.

Za to "Gniew" bardzo spodobał mi się od strony aktorskiej. Wspomniany Tsumabuki zrobił na mnie naprawdę olbrzymie wrażenie. To chyba była jedna z najważniejszych ról w jego karierze i zupełnie nie dziwi mnie to, że został za nią nagrodzony japońskim Oscarem. Ale i wiele innych osób stworzyło bardzo solidne kreacje, które sprawiły, że byłem pod ogromnym wrażeniem całego filmu.

Ocena: 7

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza