Posty

Eddie: The Sleepwalking Cannibal (2012)

Obraz
Kolejny z filmów pokazujących twórców jako bezwzględnych drani, którzy w pogoni za kolejnym arcydziełem gotowi są na wszelkie bezeceństwa. Tym razem jednak owe bezeceństwa nie dokonuje sam artysta, ale jego narzędziem jest prosty facet, który po traumatycznych przeżyciach został brutalnym lunatykiem. "Eddie" spodobał mi się przede wszystkim ze względu na postać artysty, który nie jest ani dobry ani zły. Raczej jest taki i taki i cały czas zmaga się ze swoją własną naturą. Zazdrosny, cierpiący przez fakt, że tylko ekstremalne wydarzenia mogą wywołać u niego inspirację, bywa nieobliczalny. Raz jest potworem bezwzględnie manipulującym naiwnym ale niebezpiecznym we śnie podopiecznym, innym razem sympatycznym, pełnym wyrzutów sumienia facetem. Spodobał mi się również koniec, kiedy odsłonięta zostaje prawdziwa intryga i kiedy okazuje się, że malarz potraktowany został dokładnie tak, jak on traktował Eddiego, był ofiarą jeszcze bardziej bezwzględnych osobników. Natomiast nig...

Clandestinos (2007)

Obraz
I znów muszę zacząć od zdania, które aż za często tutaj wypisuję: Pomysł fajny, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Potencjał był spory. Xabi jako oś dramatu, w który wplątani są dwaj mężczyźni, to był strzał w dziesiątkę. Chłopak przygarnięty przez baskijskiego terrorystę ze źle pojętej lojalności sam zostaje terrorystą. A że jest zbyt naiwny, jego "zamach" przysporzy mu wielu problemów. Z drugiej strony jest współpracujący z policją miłośnik nastolatków. Niby jest wrogiem Xabiego, ale pod koniec będzie musiał zweryfikować swoje stanowisko, i on, i Xabi. Finałowa konfrontacja mogła być zwieńczeniem ciekawej historii. Ale nie była. Film jest bowiem mdły, pozbawiony dramaturgii. Wszystko jest tu jakieś takie niewyraźne, zrobione po łebkach. Do tego plączą się tu postaci drugiego planu, każda z nich ma jedną scenę, w której jest potrzebna, ale czasu antenowego zabierają znacznie więcej. I nic z tego nie wynika. Szkoda, że tak to zostało nakręcone. Ocena: 4

Chatroom (2010)

Obraz
Dla mnie jedną z największych zagadek wszechświata jest fakt, że kino pozostaje bezradne wobec wirtualnej przestrzeni Internetu. Mimo że jest w mniej lub bardziej powszechnym użyciu od 20 lat, to praktycznie nie spotkałem się z filmem, który potrafiłby uchwycić istotę rzeczywistości wirtualnej i charakteru nawiązywanych w sieci relacji. Jedynym wyjątkiem, jaki przychodzi mi do głowy, jest belgijski "Ben X". "Chatroom" niestety tylko potwierdza wszystkie moje najgorsze opinie o filmach opowiadających o Internecie. Podstawowym problemem z "Chatroomem" jest jego anachroniczność. Wizja internetowych pogadanek jest mocno przestarzała. Gdyby film powstał na początku XXI wieku, być może jeszcze bym ją kupił, ale pod koniec pierwszej dekady cała idea stojąca za filmem już się zdezaktualizowała. Koncepcja ucieczki od realnej rzeczywistości w świat fantazji, gdzie tworzymy alternatywne wersje siebie była popularna w latach 90., kiedy Internet był jeszcze domen...

Gambit (2012)

Obraz
"Gambit" to rzecz głupiutka ale w ten uroczy sposób, który sprawia, że zamiast irytować mimo wszystko bawi. Film jest pusty, wtórny, zbudowany na kliszach i wyśmiewaniu stereotypów na temat Amerykanów, Brytyjczyków i Japończyków. Ale przynajmniej podane jest to w przystępny sposób, a całość mimo wszystko jest bezpretensjonalna. Nie da się ukryć, że jest to zawód. Coenowie są tu co prawda tylko scenarzystami, ale i tak spodziewałem się od ich fabuły więcej. Kilka pomysłów mieli jednak fajnych, a cała sekwencja hotelowa jest przezabawna, głównie za sprawą hotelowych pracowników, którzy wyciągają błędne wnioski z zasłyszanego przekomarzania się. Rozczarowuje również reżyser, którego poprzedni film był bardzo udany. Ale jeśli zapomni się o tym, kto stał za kamerą, to muszę przyznać, że jako niezobowiązująca rozrywka "Gambit" sprawdza się idealnie. Ocena: 6

Le départ (1967)

Obraz
Stary Skolimowski zdecydowanie nie jest w moim guście, ale chciałem się przekonać, czy podobnie jest z rzeczami, które kręcił dawno temu. I kiedy pojawiła się okazja, żeby zobaczyć jego pierwszy zagraniczny film, do tego nagrodzony w Berlinie, to skorzystałem z niej. I tak przekonałem się, że młody Skolimowski też nie jest w moim guście. Zupełnie nie mogłem kupić konwencji "Le départ". Jak dla mnie była to krzyżówka koncertu jazzowego z Bennym Hillem. Mieszanka dziwaczna i absurdalna, ale akurat nie tego rodzaju, który lubię. Przedziwny był też główny bohater. Infantylny, najwyraźniej cierpiący na ADHD i zaburzenia emocjonalne, nieustannie wrzeszczący, nie potrafiący zachować się wobec kobiet, a jednocześnie czarujący, kiedy chce. Nie wydawał się zbyt dobrym materiałem na postać wokół której buduje się cały film. Lepiej funkcjonowałby w szpitalu psychiatrycznym na lekach uspokajających. Sama fabuła wydaje się zaś jedynie pretekstem dla nakręcenia filmu, ale nie czuje ...

Mamá (2008)

Obraz
Hahaha. To było fajne. Krótkie ale treściwe. Nie dziwię się, że przykuło uwagę Del Toro. Jestem co prawda trochę rozdarty. Film ma klimat, dobre tempo, odpowiednio budowane napięcie i oczywiście kończy się w najciekawszym momencie. Z drugiej strony sama postać matki trochę mnie śmieszyła. Tak wyobrażałbym sobie remake "Idiotów" jako horror o zombie (spastykujący nieumarli). Ocena: 7

Demoted (2011)

Obraz
To naprawdę był film kinowy? Trochę trudno jest mi w to uwierzyć. Skojarzył mi się raczej z pilotowym odcinkiem jakiegoś serialu komediowego, wariacja na temat "Biura" albo "Rockefeller Plaza 30", tyle że mniej zabawna. Wszystko "pachnie" tu telewizją. Począwszy od postaci i aktorstwa, przez fabułę, po sposób realizacji. Przede wszystkim jednak chodzi o sposób wypowiada kwestii przez aktorów. Jest on typowy dla współczesnych seriali komediowych pozbawionych śmiechu z offu (trudno to opisać, ale każdy, kto widział parę takich seriali, powinien wiedzieć, o co mi chodzi). Fabuła też jest mizerniutka. Wszystko ma tu charakter pretekstowy, dzieje się bezrefleksyjnie. Przemiana bohaterów jest tak sztuczna, że nikt w nią nie uwierzy. I pewnie nie musiałby, gdyby film był naprawdę zabawny. Obleśność żartów niestety nie prowadzi do salw śmiechu. Ocena: 5

Promoción fantasma (2012)

Obraz
Fajnie oglądało mi się ten film, nie powiem. Ale w sumie nie wiem dlaczego. Gdyby spojrzeć na to, co oferuje, to w zasadzie nie potrafiłbym wymienić żadnej zalety. A jednak nie uważam, bym zmarnował czas oglądając go. "Duchy ze szkolnej ławki" to filmidło lekkie, łatwe i przyjemne. Scen humorystycznych nie ma zbyt wiele. Fabuła jest prosta jak żelazny drut. Postaci są sympatyczne, ale to raczej klisze, nic więcej. Dlatego też nic, ale to kompletnie nic z seansu nie zostaje już podczas napisów końcowych. Ale jako rzecz na zabicie czasu jest w sam raz. Ocena: 5

Auf der Suche (2011)

Obraz
Może nam się wydawać, że kogoś dobrze znamy. Rozmawiamy z nim regularnie przez telefon, spotykamy się, kłócimy, gadamy o różnych rzeczach. Ale jest to tylko iluzja. Wystarczy, że zniknie, że zaczniemy go szukać, a nagle okaże się, jak bardzo obcy jest nam, jak niewiele o nim wiemy. Sportowy samochód, obsesja na punkcie Maroka, kartoteka na policji, związek z kobietą... Gdy jest za późno, nagle zaczynamy poznawać prawdę. A najzabawniejsze, na swój tragiczny sposób, jest to, że podczas tej podróży bliżej poznajemy też innych. Pojawia się bliskość, wspólnota doświadczeń, która ukrywa prawdę, że nic tak naprawdę nas nie łączy. Pod tym wszystkim jest jednak i ziarno "optymizmu". Są więzy, które są silniejsze niż wszystko inne. To więzy krwi. Można stać się sobie obcym, ale nie można przestać być synem swojej matki. Ta niemal telepatyczna więź jest nieukierunkowaną siłą, zaledwie sygnałem alarmowym. Ale to wystarcza. Obcość jest czymś nabytym. Ciche kino, oparte na prosty...

Marfa Girl (2012)

Obraz
Co za zawód. Clark do tej pory kojarzył mi się z ciekawymi, wręcz okrutnymi portretami młodzieży. "Bully" i "Ken Park" uważam za filmy znakomite, dlatego też nie mogłem nie obejrzeć jego nowego dzieła. Niestety w niczym nie przypomina poprzednich obrazów. "Marfa Girl" jest dla mnie zbiorem szkiców fabularnych. Szybko, trochę niechlujnie uchwyconych pomysłów, idei, historii. Należało to następnie przetworzyć, zlepić w jedną całość. Tego jednak Clark nie zrobił. Dlatego też o ile na poziomie świadectw z życia w przygranicznej mieścinie film jeszcze funkcjonuje jako tako, o tyle na szerszym poziomie fabularnym, historii Adama, a przede wszystkim Toma, jest to niepowodzenie na całej linii. Nadrzędna fabuła rozłazi się niczym puch z rozszarpanego pluszowego misia. A szkoda, bo policjant Tom mógł być bardzo ciekawym tragicznym antybohaterem. Słabością filmu było też aktorstwo większości obsady. Gdyby Clark zdecydował się na mniejszą liczbę monologów, ich...