środa, 22 marca 2017

Personal Shopper (2016)

"Personal Shopper" to ekstremalna opowieść o potrzebie kontaktu z drugą osobą. Jak głęboko zakorzeniona jest w nas ta potrzeba, przekonujemy się śledząc losy Maureen Cartwright.


Amok (2017)

Mam dobrą i złą wiadomość dla wszystkich rozważających wybranie się do kina na "Amok". Dobra jest taka, że film Adamik dorównuje poziomem produkcjom amerykańskim. Zła jest taka, że chodzi mi o poziom "Prawdziwych zbrodni". To właśnie przez koszmar, jakim był tamten film, chciałem obejrzeć "Amok". Byłem przekonany, że cokolwiek wymyśliłaby Adamik, nie mogło być tak złe, jak rzyg Avranasa. Jak się okazało, byłem w błędzie.


wtorek, 21 marca 2017

Beauty and the Beast (2017)

No cóż, jeśli kiedyś najdzie mnie ochota na obejrzenie baśniowego musicalu, to aktorska "Piękna i Bestia" z całą pewnością nie będzie moim pierwszym, ani nawet drugim wyborem. Już prędzej sięgnę po animowany oryginał, który jest moją ulubioną disnejowską kreskówką. Bardziej przypadł mi też do gustu drugi sezon "Galavanta", który ma równie udane numery muzyczne, a jest bardziej współczesny i ma lepsze pomysły fabularne.


niedziela, 19 marca 2017

The VVitch: A New-England Folktale (2015)

Ciekawe, czy Robert Eggers jest zwolennikiem scentralizowanej religii. Jego film to bowiem jedna wielka przestroga przed braniem wiary we własne ręce. "Czarownica" pokazuje, co się dzieje, kiedy jednostka uznaje wiarę za swoją własną, indywidualną sprawę. Gdyby jeszcze człowiek był silny wewnętrznie, być może miałby szansę oko w oko ze światem nadprzyrodzonym. Ponieważ jednak jest słaby, kłamie, manipuluje, grozi, odrzuca bliskich, pozbawiony sztywnej, skostniałej struktury religii, staje się pokarmem Złego. Ten, kto porzuca łono kościoła, kto wywyższa się ponad wspólnotę, zostaje sam. A samotność w wierze jest tożsame z potępieniem.


sobota, 18 marca 2017

The White Helmets (2016)

Po obejrzeniu "The White Helmets" moją pierwszą myślą było: "I taki film dostaje Oscara?". Zaraz potem przyszła refleksja, że przecież Oscary nie są żadnym wyznacznikiem jakości, że jest to konkurs popularność, więc – zważywszy na okoliczności – wygrana tego filmu nie powinna w ogóle dziwić.


Deathgasm (2015)

Film wyłącznie dla koneserów pozagatunkowego kina pełnego absurdalnej przemocy, groteskowych scen rzezi i milionów litrów sztucznej krwi. Tego wszystkiego "Śmierćgazm" dostarcza w naprawdę satysfakcjonujących ilościach. Twórcy mają też kilka naprawdę mocno odjechanych pomysłów inscenizacyjnych.


War Book (2014)

"Regulamin wojny" chce być czymś na kształt "Dwunastu gniewnych ludzi" czy "Metody". Grupa bohaterów, jedno pomieszczenie, cała masa dialogów, które odkrywają przed nami głębię moralnych dylematów. Niestety nie jest to film zbyt udany. Choć przecież punkt wyjścia jest ciekawy. Grupa pracowników rządowych odgrywa scenariusz globalnego konfliktu, dzięki czemu powstaną wytyczne do działania na wypadek prawdziwej wojny. Bohaterowie stają przed dramatycznymi wyborami, kogo ratować, co poświęcić, jak powinna wyglądać polityka państwa. Ale wszystko to jest błahe. Dyskusje rzadko kiedy są rozbudowane, a większość argumentów brzmi banalnie. Brakuje w tym wszystkim emocjonalnego zaangażowania. A dodanie paru aluzji na temat drugiego dna całego wydarzenia, nie zwiększa ciężaru.


Hunter (2013)

"Hunter" wygląda jak film zrobiony specjalnie ku pokrzepieniu starych ludzi, którzy mają dość młodych, ich energii, żywiołowości, radości życia. "Hunter" pokazuje bowiem, że dwudziestolatkowie pędzą smutne życie, bezskutecznie starając się znaleźć kogoś, z kim mogliby dzielić pustkę egzystencji. Są pełni kompleksów, lęków. Nie wiedzą, czego chcą. Albo boją się tego, kim mogliby się jawić światu, gdyby zaakceptowali swoje miejsce w świecie. Bycie konwencjonalnym staje się obelgą. Pragnienie kogoś na odległość ma większą wartość od rzeczywistego kontaktu. Uniwersalna jest tylko samotność, nawet jeśli jest się otoczonym przyjaciółmi.


czwartek, 16 marca 2017

La mécanique de l'ombre (2016)

"Cienie" to mocno cyniczna przypowieść o tym, jak to państwo reprezentowane przez polityków, stróżów prawa i inne (mniej lub bardziej formalne) instytucje życia publicznego wtryniają się, nicują i w ostateczności gwałcą zwyczajnych, szarych obywateli. Duval to nikt ważny: alkoholik z osobowością analną, który wykonuje nudną, niewdzięczną pracę. I fakt, że wywiązuje się z niej dobrze, w końcowym rozrachunku nic nie znaczy. Bowiem kontrakt, jaki zawarł, ma tajne klauzule albo też inne strony (o istnieniu niektórych z nich Duval na początku nie miał nawet pojęcia) nie wywiązują się z punktów umowy. Jego solidność i powolność zostaną wykorzystane przeciwko niemu w walce o władzę, która z jego punktu widzenia nie ma najmniejszego sensu.


Captain Fantastic (2016)

Ledwo co "Other People" utwierdziło mnie w przekonaniu, że amerykańskie kino niezależne się skończyło, a tu proszę – Matt Ross kręci coś tak fenomenalnego jak "Captain Fantastic". Jest to film, którego podstawę stanowi standardowa konstrukcja fabularna kina indie. Ale Ross napakował ją takim bogactwem treści, że mój umysł miał pożywkę na długi czas.