niedziela, 17 grudnia 2017

Battle of the Sexes (2017)

Mam spore problemy z uwierzeniem, że za scenariusz "Wojny płci" odpowiadała jedna osoba. Oglądając film czułem się tak, jakby reżyserzy naprędce skleili dwie fabuły o Billie Jean King w jedną całość, wychodząc z założenia, że skoro obie mają tę samą główną bohaterkę, to bez problemu można jej podać w scalonej formie. Otóż nie można... a w każdym razie nie potrafili tego zrobić Jonathan Dayton i Valerie Faris.


Dancer (2016)

"Tancerz" jest w gruncie rzeczy bardzo typową opowieścią o utalentowanym artyście. Jak zawsze w tego rodzaju historiach mamy rodzinę, która staje się pierwszą ofiarą konieczności podążania ścieżką prowadzącą do sławy. Mamy ciężką pracę, absolutne poświęcenie wyłącznie jednej sprawie i sukces, który przyszedł na długo przed tym, zanim było się na niego gotowym. A potem następuje równie typowa historia chaosu, autodestrukcji i wypalenia.


Mojave (2015)

Lubię opowieści typu "trafił swój na swego" i zapewne dlatego "Nieznajomy z Mojave" mimo swoich wad podobał mi się. To przecież historia faceta, który pozornie powinien być łatwą ofiarą seryjnego zabójcy. Jest bowiem pogrążonym w kryzysie człowiekiem kina, twórcą w depresji. Co ktoś taki może zdziałać w obliczu nieprzewidywalnego psychopaty? Jak się jednak okazuje, bardzo dużo. Bo sukces w Fabryce Marzeń zdobywają ci, którzy sami są w dużym stopniu socjopatami, wyznawcami Machiavellego.


The Harvest (2013)

Zaczyna się obiecująco. Film przywodzi na myśl prozę Kinga, głównie ekranizację "Misery". Oto mamy przykutego do łóżka chłopaka, którym zajmują się nadopiekuńczy rodzice. Im dłużej trwa film, tym jednak pierwsze wrażenie coraz bardziej zaczyna wyglądać na fałszywą iluzję. Szczególnie dziwnie zachowuje się matka. Jej postępowanie jest toksyczne i opresyjne.


A Hologram for the King (2016)

Przez lata nazwisko Toma Tykwera było dla mnie gwarantem solidnej kinowej rozrywki. Niestety jego współpraca z siostrami Wachowski nie wpłynęła na niego korzystnie. "Hologram dla króla" to najgorszy jego film, jaki widziałem.


sobota, 16 grudnia 2017

The Darkness (2016)

Zaczyna się nawet obiecująco. Oczywiście niemal od początku jasne jest, że nie będzie to nic więcej, jak tylko standard gatunku. Ot, zwyczajna rodzina, która przez bezmyślną decyzję, staje się obiektem prześladowań ze strony ciemnych mocy.


wtorek, 12 grudnia 2017

The Florida Project (2015)

"The Florida Project" to zaskakująco gorzki film. Choć przecież z pozoru jest lekki, zabawny, emanujący dziecięcą beztroską i radością życia. Jak to jednak często bywa, kiedy filmowcy biorą się za dekonstrukcję dzieciństwa, jest to właśnie tylko i wyłącznie pozór.


poniedziałek, 11 grudnia 2017

Mine (2016)

"Mine" było dla mnie zaskoczeniem. Spodziewałem się opowieści o żołnierzu, który nadepnął na minę i teraz musi znaleźć sposób na przetrwanie. Myślałem, że będzie to coś w stylu "Grawitacji", tyle że na polu minowym. I początkowo tak jest. Potem jednak reżyser skręcił ostro w stronę kina metaforycznego. I w tym momencie mnie zgubił.


niedziela, 10 grudnia 2017

Fack ju Göhte 2 (2015)

Pierwsza "Szkolna imprezka" była dla mnie zaskoczeniem. Nie spodziewałem się, że Niemcom może wyjść aż tak udana komedia. Jednak druga część jeszcze bardziej mnie zaskoczyła. Bo twórcom udało się po raz drugi stworzyć bardzo solidną komedię.


Suburra (2015)

Po obejrzeniu "Suburry" nabrałem jeszcze większej ochoty na "Soldado", czyli sequel "Sicario". Stefano Sollima pozytywnie mnie zaskoczył. Stworzył mięsistą opowieść o korupcji polityków, potędze gangsterów i wszechobecnych mackach kościoła, która jest zarazem poetycką i niezwykle klimatyczną przypowieścią o ludzkich wadach. Takie połączenie łatwo było sknocić. Wystarczyło minimalnie pomylić się w rozłożeniu akcentów, by zamiast wciągającego obrazu włoskiego świata polityczno-kryminalnego, powstał nabzdyczony, bełkotliwy bohomaz niespełnionego artysty.