piątek, 18 sierpnia 2017

Small Crimes (2017)

No cóż, Evan Katz zrobił dużo, by roztrwonić kredyt zaufania, jaki miał u mnie po swoim debiucie "Chip Thrills". Wtedy potrafił w ograny schemat tchnąć nowe życie, pełne pomysłowych i niebanalnych atrakcji. Nie rozumiem, jak w ciągu kilku lat z obdarzonego barwną wyobraźnią twórcy zmienił się w bełkotliwego, pozbawionego pomysłów wyrobnika.


Steel (2015)

SPOILER

Gdyby patrzeć wyłącznie na samą fabułę, "Steel" byłoby po prostu jednym z miliona melodramatów nie wartych uwagi. To, co mi się spodobało i co wyróżnia film na plus, to fakt, że tak naprawdę jest to opowieść o psychoanalitycznym procesie terapeutycznym, a zjawiska, które mają w nim miejsce, tu otrzymały ludzkie kształty.


Time Lapse (2014)

Jednym z najcięższych grzechów, jakie popełnić może chrześcijanin, jest zrezygnowanie z wolnej woli poprzez oddanie kontroli nad swoim losem wróżbitom wszelkiej maści. Dziś powszechnie uważa się, że ta przestroga jest spowodowana tym, że przepowiadanie przyszłości to bzdura, jednak tak naprawdę kwestia prawdziwości wróżb nigdy nie była poddawana w wątpliwość. Właśnie dlatego, że się sprawdzają, są grzechem. A wszystko dlatego, że człowiek przestaje podejmować decyzje, a zaczyna postępować zgodnie z tym, co już zostało wytyczone.


Desert Dancer (2014)

Świat pełen jest wspaniałych historii, które kuszą filmowców swoimi narracyjnymi możliwościami. Jednak to, co jest największą wartości, jest też i przekleństwem. Twórcy czują się bowiem w obowiązku pozostać wiernym jeśli nie prawdzie historycznej to duchowi tego, co się wydarzyło. To zaś ogranicza kreatywność filmowców. Czego najlepszym przykładem jest "Taniec pustyni".


czwartek, 17 sierpnia 2017

The Hitman's Bodyguard (2017)

Zdaję sobie sprawę, że w swojej niechęci do "Baby Driver" jestem osamotniony, ale po obejrzeniu "Bodyguarda Zawodowca" tylko się utwierdziłem w przekonani, że film Edgara Wrighta jest ambitną porażką.


Annabelle: Creation (2017)

Coś mi się wydaje, że David F. Sandberg nie trafi w poczet moich ulubionych twórców horrorów. Jego "Annabelle: Narodziny zła" zbiera wśród widzów dobre opinie, których ja jednak nie jestem w stanie podzielić. W zasadzie mógłbym tu powtórzyć to samo, co napisałem po obejrzeniu jego poprzedniego filmu – "Kiedy gasną światła". Co oznacza, że nie zauważyłem u niego twórczej progresji.


środa, 16 sierpnia 2017

Chrieg (2014)

Dorastający nastolatek, który odkrywa, że w oczach rodzica jest rozczarowaniem, ma przechlapane. Pozostają mu w zasadzie dwie drogi wyjścia. Pierwszą jest porzucenie krzepnącej właśnie własnej tożsamości i próba stania się  tym, czego oczekują rodzice. Drugą jest pójście w zaparte, podkręcanie własnego zachowania, czy gra się rodzicom na nerwach. Na dłuższą metę żadna z nich się nie sprawdza i do eksplozji musi dojść.


Wild Target (2010)

Gdybym nie kojarzył nazwiska reżysera, to powiedziałbym, że twórcy "Dzikiego celu" sporo ryzykowali. Opowieść o płatnym zabójcy, atrakcyjnej oszustce i ciapowatym nikim została bowiem pomyślana jako komedia łącząca absurd, wyrafinowanie i infantylizm. To mieszanka, która rzadko się udaje. Kiedy wychodzi, wtedy mamy do czynienia z komedią, którą pamięta się latami. Ponieważ jednak za film odpowiadał Jonathan Lynn, to byłem przekonany, że będzie to dla niego bułka z masłem. Ma już na swoim koncie podobne udane projekty (jak choćby sitcom "Tak, panie ministrze" i jego kontynuacje).


Shared Rooms (2016)

Biedny Rob Williams. Kręci te swoje filmy, ale w zasadzie w ogóle się nie rozwija. Po tylu zrobionych obrazach, powinien się już nauczyć, co mu wychodzi, a co nie. Najwyraźniej jednak jest uparty i robi wszystko, na co ma ochotę.


Mississippi Grind (2015)

Oto opowieść o przyjaźni i hazardzie, bez której kino spokojnie mogło się obejść. Ryan Reynolds i Ben Mendelsohn snują się po ekranie jak przysłowiowe goryle we mgle. Nie jestem pewien, czy sami rozumieli, co i kogo mają grać. Twórcy bowiem tak rozciągają każdą myśl, że kiedy wreszcie jakimś cudem docierają do pointy, nie bardzo wiadomo, do czego ona się ma odnosić, bo zostało to już dawno przez wszystkich zapomniane. Banalne dialogi zalewane są hektolitrami nietrafionych metafor. Relacje bohaterów - czy to ze sobą, czy też z innymi - są nieczytelne tak, że wszystko, co działo się na ekranie było mi obojętne.