piątek, 20 października 2017

(2017) מסתור

Podoba mi się to, że Eran Riklis spróbował z innej strony podejść do kina szpiegowskiego. Niestety historia agentki Mosadu chroniącej pochodzącą z Libanu kobietę, która zdradziła Izraelowi plany Hezbollahu, nie dorasta do ambitnych planów reżysera.



A Viszkis (2017)

14 lat przyszło mi czekać na węgierski film Nimróda Antala. Powrót do ojczyzny niestety nie do końca się reżyserowi udał. "Bandyta, który pachniał whiskey" to dobra rozrywka, której jednak czegoś brakuje, żeby naprawdę przypadł mi do gustu. Do "Kontrolerów" się nie umywa.


Ojalá vivas tiempos interesantes (2017)

Reżyser Santiago Van Dam chciał dobrze. "Obyś żył w ciekawych czasach" w zamierzeniu ma być makabryczną czarną komedią. Jej bohaterem jest pisarz, który nie potrafi skończyć powieści. Żeby żyć dorabia sobie hodując (i sprzedając) narkotyki. Nie zarzucił jednak marzenia o spełnieniu się jako poważny pisarz. Obsesja na punkcie powieści sprawi, że zaczną się wokół niego dziać dziwne rzeczy, które sam wywołał swoimi nieprzemyślanymi decyzjami.


Hannah (2017)

Rzecz zrobiona w opozycji do praw, jakimi normalnie rządzą się filmy. Widzimy główną bohaterkę, jej zachowania i reakcje. Jednak nie mamy wglądu w to, co się za nimi kryje. Z porozrzucanych okruchów możemy poskładać obraz straszliwej tragedii. Jej mąż trafił do więzienia. Prawdopodobnie molestował dzieci. Kobieta nie odcięła się od niego. Nie wiemy dlaczego. Nie poznamy jej motywów, racjonalizacji. Nie znamy jej historii. Kto wie, być może ona sama ma sporo z pedofila. Jej relacje z pewnym ślepym chłopcem są mocno dwuznaczne.


czwartek, 19 października 2017

Nico, 1988 (2017)

Trudna jest egzystencja żywej legendy. Świat nie jest zainteresowany jej aktualnymi dokonaniami, lecz wydarzeniami, dzięki którym stała się nieśmiertelna. Im dłużej upiera się przy życiu, tym większym rozczarowaniem jest dla fanów i tym potężniejsze jest jej rozgoryczenie. To wtedy skłonności autodestrukcyjne się nasilają albo przeciwnie, pojawia się chęć porzucenia wszystkiego i rozpoczęcia zupełnie nowego życia.


Vind die domme trut en gooi haar in de rivier (2017)

Pamiętam czasy, kiedy podstawową zasadą Internetu była anonimowość. Oczywiście zrodziła ona plagę spamu (RIP Usenet), trolli i ludzi odważnych w gębie, bo czujących się bezpiecznie jako osoby bez imienia. Wtedy też twierdzono, że jeśli anonimowość zniknie, negatywne zachowania zostaną utemperowane. Całkiem rozsądne założenie. Okazało się jednak kompletnie błędne. Jak bowiem każdy użytkownik Internetu może zaświadczyć, fala hate'u, jaka wylewa się ze wszystkich portali społecznościowych i tematów na Reddicie, jest większa niż kiedykolwiek wcześniej. Ludzie nie tylko nie wstydzą się swojej ignorancji, ale uczynili z niej świętość, z którą dumnie się obnoszą. Radykalizacja poglądów jest codziennością, bo tylko wtedy można zaistnieć wśród milionów podobnych komentarzy. Żyjemy w czasach, kiedy nienawiść stała się cnotą. Choć, nie. Trudno mówić o cnocie tam, gdzie mamy do czynienia z zachowaniem bezrefleksyjnym, przejawem mentalności stada, gdzie wystarczy, że jedna osoba da krok, a reszta podąży za nią w ślepym pędzie potrzeby zaistnienia. I głównie o tym jest "Znajdźcie tę głupią sukę i wrzućcie ją do rzeki".


(2017) הבן דוד

Kontekst jest wszystkim. To on wyznacza interpretację zdarzeń, sprawia, że pozornie niepowiązane ze sobą wydarzenia nabierają logicznej ciągłości i prowadzą do wyssanych z palca wniosków, które jednak wydają się jak najbardziej uzasadnione. A jeśli owym kontekstem jest wielopokoleniowy konflikt, to poznanie prawdy staje się praktycznie niemożliwe.


środa, 18 października 2017

Rudar (2017)

Jestem przekonany, że w Słowenii ten film jest odbierany zupełnie inaczej. Głównie przez sam fakt, że sprawa jest (chyba) tam powszechnie znana i wywołuje sprzeczne emocje. Reżyserka mogła więc sobie darować sceny, które z perspektywy lokalnego odbiorcy zapewne uznane zostałyby za łopatologiczne. Jednak z mojego punktu widzenia "Górnik" jest filmem niedokończonym.


Medea (2016)

SPOILER

"Medea" to tytuł trochę mylący. Sugeruje, że za postępowaniem bohaterki kryje się jakiś straszliwy dramat, cierpienie wywołane przez mężczyznę, które wymaga ekstremalnej zemsty, kary w postaci ofiary z niewinnych. Jednak z tego, co zostało pokazane w filmie, nic takiego nie wynika. Bohaterka po prostu zaszła w ciążę i fakt ten ukrywa, próbując żyć, jakby nic się nie zmieniło. Jeśli jest w jej zachowaniu jakaś niepoczytalność, to nie ma ona w sobie nic z ekspresyjnych reakcji typowych dla antycznych tragedii. Bohaterka jawi się jako kobieta opanowana, nieco wycofaną, ponieważ świadomość ciągłej konieczności ukrywania ciąży wisi nad nią niczym miecz Damoklesa.


La vie de château (2017)

"Chateau" to jedna z pogodniejszych opowieści o zabijaniu marzeń. Bo choć całość jest lekka, a finał sprawia wrażenie happy-endu, to przy bliższym przyjrzeniu się łatwo da się zauważyć wiszący nad wszystkim fatalizm. Na bohaterów filmu nie czeka lepszy los. Jeśli jesteś w czymś dobry, to masz się tego trzymać, a nie marzyć o innej przyszłości. Po prostu pogódź się z tym, jakie jest twoje miejsce we wszechświecie. Marzenia umrą, ale wygodne życie i spełnianie się w tym, co najlepiej ci wychodzi masz gwarantowane.