sobota, 3 grudnia 2016

The Windmill Massacre (2016)

Film kompletnie niepotrzebny. Jest głupi, kiepsko pomyślany, słabo zagrany, a przede wszystkim ma niewiele do zaoferowania, jeśli chodzi o efekciarską przemoc. Kończy się więc na tym, że rzeczywiście – zgodnie z hasłem reklamowym z plakatu – film ścina z nóg. Ale czyni to z nudów, a nie za sprawą brutalności czy intensywnego klimatu.


Bacalaureat (2016)

Bardzo liczyłem na ten film. I jak to (niestety) często bywa w takich sytuacjach, nie sprostał on moim oczekiwaniom. Och, to nie jest zła rzecz. Po prostu nie jest szczególnie udana.


środa, 30 listopada 2016

A Monster Calls (2016)

Sporo ostatnio filmów o dziecięcej traumie. Ciekawe dlaczego. "Siedem minut po północy" przywraca moją wiarę w ten podgatunek (czy jak to tam zwać). Jest bowiem o niebo lepszy od "9. życia Louisa Draxa".


wtorek, 29 listopada 2016

Ocho apellidos vascos (2014)

"Hiszpański temperament" to typowa hiszpańska komedyjka. Jest prościutka, wręcz głupiutka, sceny humorystyczne balansują na granicy kiczu (albo jawnie ją przekraczają) i są często mocno przerysowane. Ale zarazem jest w tym wszystkim urok, bezpretensjonalności i żywioł, który sprawia, że film stanowi przyjemną rozrywkę.


Lion (2016)

"Lion. Droga do domu" ma jeden cel – wywołać u widza wzruszenie. I z zadania tego wywiązuje się w 100%. Już sama (prawdziwa!) historia chłopca, który gubi się w zamieszkałych przez miliard ludzi Indiach, by ćwierć wieku później, po tym, jak został wychowany przez australijską rodzinę, podjąć próbę odnalezienia najbliższych, wystarczy, by w oczach pojawiły się łzy. Ale debiutujący w pełnym metrażu Garth Davis nie zostawił nic przypadkowi i dla tych, którym historia nie wystarczy, zafundował prawdziwy karnawał pięknych zdjęć i cudownej muzyki. Wspólnie bombarduje to widza tak potężną dawką ckliwości, że tylko osoby o najbardziej zatwardziałych sercach nie uronią choćby łezki.


poniedziałek, 28 listopada 2016

Snowden (2016)

Nie potrafię zrozumieć, co chciał osiągnąć Oliver Stone kręcąc "Snowdena". O tytułowym bohaterze nie mówi nic nowego. Nie wykorzystuje jego historii, by zastanowić się nad naturą świata odartego z prawa do prywatności. Zaś 1/3 filmu stanowi ni mniej ni więcej, jak tylko aktorską rekonstrukcję making ofu dokumentu "Citizenfour". Ponieważ jednak ja dzieło Laury Poitras widziałem, takie podejście Stone'a było dla mnie mocno rozczarowujące. Tym bardziej, że po "Citizenfour" czułem niedosyt; miałem wrażenie, że historia Snowdena nie została w pełni pokazana. I niestety po filmie Stone'a nic się nie zmieniło.


The Light Between Oceans (2016)

Na filmy pokroju "Światło między oceanami" mówię "kino ilustracyjne". Są one bowiem niczym więcej i niczym mniej, li tylko ładnymi ilustracjami do historii, która toczy się niejako obok. W tym przypadku mamy dramat dwóch kobiet i jednego mężczyzny, którzy muszą zmierzyć się z bólem utraty dziecka i pokusami, jakie pragnienie potomka rodzi. Ale historia, pełna wzlotów i upadków, bólu i radości, tutaj sprowadza się do ładnych zdjęć, niezłej muzyki i solidnej gry aktorskiej. Na ekranie prezentuje się to wszystko w porządku, ale pozostaje puste. Nie ma w tym emocjonalnego mięsa. Reżyser nie potrafił mnie wciągnąć w historię trójki bohaterów.


The Good Dinosaur (2015)

Na tchórza patrzy się w naszej kulturze z góry. To postać, która jest bagatelizowana, niedoceniana, ignorowana. I jest to wielki błąd, ponieważ tchórz jest istotą niebezpieczną, bojąc się zmiany nieświadomie jest wywołującym ją czynnikiem, katalizatorem zdarzeń, które czasem są destrukcyjne, czasem transformacyjne. I o tym właśnie opowiada "Dobry dinozaur".


niedziela, 27 listopada 2016

In-Lawfully Yours (2016)

"In-Lawfully Yours" to w gruncie rzeczy nic więcej, jak chrześcijańska propaganda. Jest to przypowieść o zagubionej owieczce i parafraza historii Rut w jednym, ubrana w szaty komedii romantycznej. Brzmi strasznie, prawda? Ale jeszcze straszniejsze jest to, że mi się ten film spodobał.


Córki dancingu (2015)

Reżyserka i scenarzysta "Córek dancingu" mieli w rękach wszystkie figury. Powinni więc rozegrać szlema, a im ledwo udało się ugrać 3 bez atu.