wtorek, 19 czerwca 2018

Love, Simon (2018)

SPOILER

Szczerze? Nie bardzo wiem, co mam myśleć o tym filmie. Czy jest to naprawdę tak sztampowa młodzieżowa opowieść o coming-oucie, na jaką wygląda? Czy może są to pozory, a w rzeczywistości jest to kino subwersywne? Znajduję dowody na potwierdzenie każdej z tych tez.


poniedziałek, 18 czerwca 2018

Zimna wojna (2018)

Czasami żałuję, że Polacy nie mają więcej wspólnego z Latynosami. Tak było chociażby podczas seansu "Zimnej wojny". Kiedy pomyślę, jak tę historię miłości większej niż życie w świecie pełnym ograniczeń opowiedzieliby Meksykanie czy Argentyńczycy, to jest mi po prostu smutno. Wiem bowiem, że wtedy cieszyłbym się drobnymi chwilami szczęścia bohaterów, że moje serce krwawiłoby za sprawą przeklętego losu i pokręconej natury ludzkiej, która staje na przeszkodzie miłości. Kibicowałbym bohaterom, zaś ich historia pozostałaby na długo w mojej pamięci. Niestety, "Zimną wojnę" nakręcił Paweł Pawlikowski, więc jedyne, co zaoferował, to kunszt wykonania.


Armomurhaaja (2017)

Reżyser Teemu Nikki świetnie dogadałby się z twórcą japońskiego "Gniewu". Jego "Eutanazjer" opowiada bowiem właściwie o tym samym. Bohaterami fińskiego filmu są ludzkie wraki, pokiereszowane przez los, którym został już tylko gniew i bezsilność. O tym, jak jest on wyrażany decyduje temperament.


Live by Night (2016)

"Nocne życie" mocno nadwyrężyło pozycję Bena Afflecka. Okazało się bowiem, że nie jest tak dobrym reżyserem, jak to się wcześniej wydawało. Im większy jest rozmach, im bardziej monumentalna i wielowątkowa historia, tym gorzej wypada. Nie technicznie - "Nocne życie" wygląda wizualnie bardzo dobrze: świetne kostiumy, doskonałe scenografie, solidna praca operatora. Niestety problemem okazała się niemożliwość ogarnięcia przez Afflecka ogromu fabularnego, jak również połączenie historii z wysmakowaną formą.


niedziela, 17 czerwca 2018

Beatriz at Dinner (2017)

Należy przestrzegać podziałów klasowych, rasowych, kastowych. W społeczeństwie każdy ma swoje miejsce i powinien się go trzymać. Wprowadzenie kogoś nieodpowiedniego do własnej grupy może się skończyć w zasadzie tylko w jeden sposób - tragedią. Taką mniej więcej lekcję wyniosłem z seansu "Beatriz na kolacji".


怒り (2016)

Zastanawiam się, co też takiego działo się parę lat temu w Japonii, że powstało tam całkiem sporo skrajnie pesymistyczny w swej wymowie filmów. Dopiero co obejrzałem "Gukoroku - ślady grzechu", a teraz podobnie ponurą wizję człowieczeństwa zaserwował mi "Gniew". Co ciekawe, oba filmy miały swoją premierę w 2016 roku i w obu interesujące role zagrał Satoshi Tsumabuki.


(2018) האופה מברלין

"Cukiernik" należy do tego rodzaju kina, którego absolutnie nie należy konsumować na czczo. Jedzenie bowiem pełni tutaj ważną symboliczną funkcję. Jest wyrazem skomplikowanych uczuć, jakie targają głównym bohaterem: miłości, utraty ukochanej osoby, tajemnicy skrywanej przed bliskimi zmarłego, poczucia winy. A że jedzeniem są w tym przypadku głównie ciasta i torty, to naprawdę bez czegoś smacznego na podorędziu, oglądanie tego filmu będzie katorgą.


Overboard (2018)

"I że ci nie odpuszczę" to film niezwykle szkodliwy. Pod pozorami sympatycznej, niezobowiązującej komedii przemyca bowiem całkiem destrukcyjne przesłanie. Otóż według twórców ocena moralna czynu nie powinna być uzależniona od tego, jaki czyn się popełnia, ale od tego, kto i z jakich motywów go dokonuje.


czwartek, 14 czerwca 2018

How to Be a Latin Lover (2017)

W związku z wejściem do kin "I że ci nie odpuszczę" postanowiłem nadrobić zaległości i obejrzeć wcześniejszą komedię, której gwiazdą był Eugenio Derbez. I chyba źle zrobiłem. "Latynoski ogier" wygląda bowiem tak, jakby sam był wariacją na temat "Damy za burtą". Z tą wszakże różnicą, że Derbez nie gra bogacza, a faceta, który wyszedł za bogatą wdówkę. Oczywiście potem wszystko traci, musi przenieść się do siostry samotnie wychowującej syna. Ta dwójka w niezauważalny dla bohatera sposób nauczy go, co się w życiu naprawdę liczy.


poniedziałek, 11 czerwca 2018

Jurassic World: Fallen Kingdom (2018)

Powszechnie wiadomo, że Hollywood lubi robić filmy parami. Najwyraźniej dotyczy to nie tylko tematyki filmów, ale również poziomu miernoty. Ledwo doszedłem do siebie po mdłym i pozbawionym ikry "Hanie Solo", a już dostałem kolejny niedopieczony pasztet. Twórcy "Jurassic World: Upadłe królestwo" natychmiast powinni zostać wysłani na korepetycje z kręcenia niedorzecznych widowisk do twórcy "Baahubali". Może wtedy zrozumieliby, czym jest "fun".