środa, 26 kwietnia 2017

(1992) חסד מופלא

"Amazing Grace" przypomniało mi, dlaczego kino undergroundowe lepiej mi się wspomina niż ogląda. Obraz Amosa Guttmana przywodzi na myśl proces szlifowania diamentów przez operatora młota pneumatycznego. Kanciaste dialogi, sztuczna gra aktorska, dziwaczne inscenizacje.



Equals (2015)

Dobry pomysł, słaba realizacja – to chyba jedno z najczęściej powtarzanych przeze mnie zdań. I niestety muszę powtórzyć je i tym razem. Punkt wyjścia jest świetny. Oto widzimy społeczeństwo tak przerażone wydarzeniami z przeszłości, które zagroziły bytowi ludzi na Ziemi, że zdecydowało się na drastyczne rozwiązanie. Proces zapładniania został poddany ścisłej kontroli tak, żeby dokonując manipulacji w genach wygasić w ludziach emocje i wzmocnić lojalność wobec wspólnoty. Proces nie jest doskonały. Niektóre dzieci rodzą się empatami (zwane defektami i poddawane natychmiastowej utylizacji). U niektórych dorosłych może pojawić się proces budzenia emocji. "Przebudzeni" to właśnie opowieść o doświadczeniach tych, którzy nagle zaczynają czuć.


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Sand Castle (2017)

Niepotrzebny i mocno przewidywalny film o bezsensie konfliktów zbrojnych. Gdyby nie obsada, wątpię, abym dał radę wysiedzieć na nim do końca.


Ученик (2016)

Słowo to broń masowego rażenia. I to najniebezpieczniejsza ze wszystkich, ponieważ dostęp do niej ma każdy. Protestanci, Gutenberg, drugi sobór watykański – to tylko niektóre z milowych kamieni na drodze do autodestrukcji gatunku ludzkiego za sprawą słowa pisanego i tego wypowiadanego przed tłumem. Słowo jest bowiem kompletnie bezradne wobec intencji tego, który robi z niego użytek. Intencja, w jakiej jest wypowiadany: kiedy rozumiany jest dosłownie, a kiedy metaforycznie, co jest wypowiadane, a co pomijane – sprawia, że nawet najwznioślejsza idea może zmienić się w przerażające narzędzie przemocy, zemsty lub (co jest chyba najgorsze ze wszystkiego) zwyczajny filar, o który oprzeć się może jednostka przerażona, ale na tyle inteligentna i charyzmatyczna, by ten filar wznieść.


Fair Haven (2016)

No cóż, "Fair Haven" okazało się produkcją tylko o poziom wyżej od amatorskiej, domowej zabawy. Co gorsza, wydaje się odbity od sztancy pożyczonej od pozbawionego wyobraźni filmowcy, który sam dostał ją z manufaktury łopatologii. Najbardziej twórczym działaniem reżysera była jego decyzja, by sceny z terapii leczenia z homoseksualizmu przeplatać z wątkiem powrotu głównego bohatera do domu. I szczerze mówiąc ta decyzja też mi się średnio podobała. Sceny z terapii w większości przypadków były po prostu redundantne.


niedziela, 23 kwietnia 2017

American Honey (2016)

Ameryka pięciu smaków. Świetny filmowy posiłek, w którym harmonijnie współgrają ze sobą sprzeczne emocje. "American Honey" to kino marzycielskie, opowieść o wolnych duchach, o wspólnocie. Ale jest to również przerażająco depresyjny portret Ameryki biednej, zniszczonej, nihilistycznej nawet (a może szczególnie), kiedy dóbr materialnych jest pod dostatkiem. Przypomina mi tym "Wszystko za życie" Seana Penna.


Apricot Groves (2016)

Nie pojmuję, czym kierował się reżyser, kiedy decydował ogólnym kształcie swojego filmu. Dlaczego w pierwszej scenie ujawnia finał, a potem przez cały film zachowuje się, jakby to była wielka tajemnica, którą ujawni nam dopiero na sam koniec? Być może scena szpitalna miała być ambiwalentna. Jeśli tak, to Pouria Heidary Oureh nie sprawdził się jako reżyser, bo jest ona na wskroś przejrzysta. Stąd kolejne sceny, w których temat tożsamości Arama jest pomijany milczeniem, były dla mnie dość męczące (przede wszystkim dla mięśni odpowiedzialnych za ruch gałek ocznych, bo oczami przewracałem co parę minut).


sobota, 22 kwietnia 2017

Victor Frankenstein (2015)

Co za bałagan! "Victor Frankenstein" to film bez pomysłu, nielot, który próbuje wznieść się wysoko ponad chmury. Jest to nieudana próba połączenia steampunku, "Sherlocka Holmesa" Ritchiego i rewizjonistycznych wersji klasycznych opowieści a la "Hansel i Gretel". Niestety więcej wspólnego ma z "Abrahamem Lincolnem: "Łowcą wampirów" niż z wymienionymi wyżej tytułami.


środa, 19 kwietnia 2017

Bikini Blue (2017)

Oglądanie "Bikini Blue" jest jak symulator pracy archeologa. Na wykopaliskach, szczególnie w nowym miejscu, zanim odkryje się coś ciekawego, najpierw trzeba cierpliwie i mozolnie przekopać i przesiać tony ziemi. Tak samo jest tutaj. Kiedy fabuła nabiera ostatecznego kształtu, kiedy poznałem źródło egzystencjalnego bólu bohatera, pojawiła mi się myśl, że to mógł być naprawdę świetny dramat psychologiczny. Problem polega jednak na tym, że to, co dobre, zostało tutaj starannie zasypane tonami śmieci w postaci zdjęć i dialogów. Forma filmu jest tak irytująca, że skutecznie niweluje wszelkiej pozytywne aspekty.


poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Rats (2016)

Po pierwszych 20 minutach filmu każdy, kto mieszka w większym mieście, będzie miał ochotę wybiec z domu z krzykiem, popędzić na pierwszy z brzegu dworzec, gdzie kupi bilet do miejsca tak oddalonego od cywilizacji, jak to tylko możliwe. Przy scenach z Nowego Orleanu niemal każdy będzie miał problemy z utrzymaniem śniadania/obiadu/kolacji w żołądku. A kiedy sceny te przypomni sobie przy okazji sekwencji wietnamskiej, wymiotować będzie tym dłużej im częściej korzystał z dobrodziejstw osiedlowej kuchni wietnamskiej.